sobota, 28 grudnia 2013

40. Wyszło słońce !

Jest lepiej.
Nie wiem ile to będzie trwało...
Ale jak na razie się trzymam.
P. wyjechał...
Tak bardzo chciałam spędzić nasze pierwsze sylwestra razem !
Ale nic nie poradzę... Przecież mogłam jechać z nim, albo powiedzieć mu żeby został...
Czy ubolewam nad tym ? Nie
Nie mogłam się z nim zabrać z różnych powodów... A powiedzieć mu żeby został było by niesprawiedliwe i egoistyczne.
Zasługuje na ten wyjazd i wiem, że bardzo go chciał...
Wiem, że on się tam odnajduję...
Cieszę się jego szczęściem ^^
Będę cierpliwie (a przynajmniej będę się starać) czekała na jego powrót :3
Mogłabym teraz napisać, że jednak boję się, że po tym wszystkim wszystko wróci do normy. Szkoła i obowiązku znowu wszystko będą psuły, znowu będę błądzić...
Ale nie dzisiaj. Dzisiaj świeci słońce, więc jestem w stanie powiedzieć, że jestem gotowa na wszystko.
Znalazłam trochę energii i jadąc dzisiaj tramwajem ogrzewało mnie słoneczko. Tak bardzo mi tego brakowało ! I wiecie co ? Zaczęłam myśleć nad swoimi marzeniami, pomysłami, postanowieniami, że być może się troszeczkę zaangażuję i zacznę je spełniać już od nowego roku ?
Trochę tych pomysłów mam...
 

czwartek, 26 grudnia 2013

39. wariat

Już sobie nie radzę...
To nie jest zwykłe gadanie...
Ja już sobie sama ze sobą naprawdę nie radzę...
Ta pogoda, to co się dzieje do o koła i te posrane myśli... Nie potrafię się ich pozbyć...
Nie potrafię się niczym cieszyć... Coraz bardziej to wszystko niszczy mnie od środka... W sumie to... Niszczę samą siebie i pomimo, że zdaję sobie z tego sprawę, nie umiem przestać.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie powinnam wychodzić do ludzi bo momentalnie wszystko psuję.
Nie powinnam wychodzić z łóżka, nie powinnam nic robić...
Ogarnęła mnie jakaś chora obsesja, boję się jej niesamowicie... Nie umiem jej zatrzymać !
Pierwszy raz od tak dawna boję się samej siebie...
Alguna vez pensaste en hacerte algo para llamar la atencion de alguien ? 
I co teraz ? Co nie zrobię wyjdę na wariata... KURWA
Mam ochotę wszystko odwołać, powiedzieć, że nie mogę.
Dlaczego ? Bo wstydzę się samej siebie, wstydzę się tego co powiedziałam, tych wszystkich chorych myśli...
Tego, że chyba za bardzo kogoś pokochałam, tak bardzo, że to zaczęło wyglądać czasami dosyć przerażająco, tego, że nie umiem żyć chwilą, że za bardzo się nad wszystkim zastanawiam...
Mój Boże...
Jestem wariatem który nie daje żyć innym...
Powinnam się na jakiś czas oddalić od wszystkich żeby mogli ode mnie odpocząć...
Boję się że znowu wszystko zepsuję...

piątek, 20 grudnia 2013

38. Jakoś.

Nie wiem...
Jest dobrze. W szkole jest dobrze.
Na pewno lepiej niż wcześniej.
Chyba zaczynam się integrować z moją nową klasą, chyba zaczynam się do nich przyzwyczajać...
To nie zmienia jednak faktu, że moja poprzednia klasa z gimnazjum była najlepsza pod słońcem... Tak bardzo za nimi tęsknię :(
Czasami jest mi źle, że nie mam nikogo bliskiego przy sobie gdy trwa przerwa...
Niby są osoby z którymi się dogaduję, ale... To nie to samo.
Ale dobra, ważne, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Wigilia niesamowicie dobrze się udała :)
Prezenty już wszystkie kupiłam :)
Ale muszę powiedzieć, że ta zima niesamowicie mnie niszczy...
Czasami odnoszę wrażenie, że nie radzę sobie ze swoimi uczuciami, myślami... Że czasami wyolbrzymiam.
Początek tygodnia jakoś znoszę, ale potem ?
Nie wiem... jestem zła.
Oczywiście z jednej strony na siebie, bo niby skąd mam wiedzieć czy moja złość jest słuszna ? Może znowu wyolbrzymiam.... Może znowu wszystko psuję swoimi "humorkami" ? Z drugiej jednak strony czasami przydałoby się żeby ktoś postarał się postawić na moim miejscu... Może wtedy mógłby zrozumieć to co czuję... Cholera ! ja nawet nie wiem jak mam to ująć w słowa... Ja nawet nie wiem czy powinnam tak się zachowywać...
Boję się że wszystko zepsuję...
Że moje zachowanie zniechęci...
Dlatego tak się z tym kryję :(
Ale zachowywanie dla siebie takich rzeczy to nie w moim stylu... To niszczy od środka.
Chyba za dużo wymagam... Od siebie i od innych...


Dawno mnie tu nie było...
Ale ulżyło mi...
Chociaż troszeczkę.
Zobaczymy jak to wszystko potoczy się dalej...

wtorek, 12 listopada 2013

37. Jeszcze tylko trochę więcej siły...

I znów siedzę przed klawiaturą i zastanawiam się jak to wszystko ująć w słowa...
Znów ogarnia mnie bezradność, ta sama co zawsze gdy nie wiem jak ma to wszystko odebrać...
Czy tak to wszystko powinno wyglądać ?
Czuję się źle... Gdzie nie pójdę, czuję się źle. A nawet jeśli jakimś cudem uda mi się przez chwile o tym wszystkim zapomnieć, po chwili znajduję się szybko nowa sytuacja która kopie mnie prosto w mój żołądek i w taki o to właśnie sposób ciągle leżę zwijając się z bólu, tonąć w łzach bezradności, splątana myślami które sama nie rozumiem, gubiąc się we własnym świecie...
Dlaczego tak to wszystko wygląda ? Wystarczy, że przekroczę progi domu i momentalnie lecą mi łzy...
Nie ważne, że dzień naprawdę był udany, nie ważne, że spotkały mnie dzisiaj miłe rzeczy... To wszystko staje się nie ważne gdy przekraczam te cholerne drzwi...
Już nie wiem co robić... Modlić się o lepszą sytuację ? Czy może jednak o to bym potrafiła dostrzec plusy tego wszystkiego ?
Chwila...
Jakie znowu plusy ?!
Nie wiem.. może jestem ślepa ? Męczy mnie to wszystko a zarazem męczę wszystkich do o koła mnie...
Idę...
Wybieram się do teatru z P. :3
Jutro zebranie, nasza klasa organizuje kawiarenkę, a ja znowu stoję na czele w przygotowaniach.
"Pani przewodnicząca, jak tam przygotowania?"
Jutro zajęcia, potańczę, poszaleję... Zapomnę o tym całym syfie.
Ten tydzień szkolny trwa tylko 4 dni... I dobrze, szybciej przyjdzie piątek <3
Piątek.. To już będą 4 miesiące ! Jestem tak szczęśliwa, że mam go przy sobie :3
Na dodatek spotkam się z dziewczynami... pójdziemy do tej świetniej kawiarni...
Tak, to są rzeczy które trzymają mnie jeszcze przy życiu...


poniedziałek, 4 listopada 2013

36. Usycham...

Wiecie co ? nie jestem już sobą...

 Nie potrafię być sobą... mam za mało siły. Coraz częściej wracam do domu i kładę się spać, coraz częściej zostawiam wszystko na później, coraz częściej myślę pesymistycznie i nie jestem w stanie doprowadzić do skutku to co chciałabym bardzo zrobić...
"Oh, chcę tam pójść..." "Jej, może się tam wybierzemy ?" "Chodźmy tam!" "Zaoszczędzę na..." "Kupię sobie..." "Zrobię..." "Ugotuję..." "Odezwę się do..." "Spotkam się z..." "A może namaluję..."
I gówno z tego wszystkiego wychodzi...
Boli mnie głowa...
Tak bardzo chciałabym zatrzymać czas ! Ja już naprawdę ledwo się trzymam...
Ale nie, nie myślcie sobie, ze to z powodu nadmiaru obowiązków, prac domowych i nauki...
Szczerze mówiąc nie wiem czym jest to spowodowane...  Zdecydowanie za szybko robi się ciemno, brakuje mi słońca, brakuje mi dziewczyn i P.
Wiem, ze mam ich blisko siebie, ale... cholera, nie wiem  -_-
Przesadzam ?
Egoistka ze mnie...

Muszę iść...
Muszę iść i poszukać siły, znaleźć wenę, motywację !
CHCĘ ZACZĄĆ SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA
nawet te najgłupsze...
Nawet te, które wypisałam sobie na końcu kalendarza...
Muszę skądś zdobyć pieniądze (cholera, ta głupie pieniądze... zawsze chodzi o pieniądze !) ale skąd ?
Muszę gdzieś znaleźć motywację, ale gdzie ?
Pomocy...

niedziela, 3 listopada 2013

35.

Coraz rzadziej tutaj zaglądam...
Nawet jak mam chwilę czasu to wolę się położyć i pójść spać...
Nie wiem nawet co napisać...
Że czasami jest bardzo źle, ale są dni podczas których zdaję sobie sprawę, że moje życie jest piękne.
Podjęłam ostatnio sporo decyzji, jedne były do dupy i inne może trochę bardziej trafne, ale dzisiaj stwierdziłam, że nie mogę ich tak po prostu oceniać. "Dopóki człowiek żyje, nie może pysznić się swoimi czynami, bo nie wie, jakie wynikną z nich skutki." - Sofokles
Wracając jednak do codzienności to... Jest całkiem dobrze, ale brakuje mi moich bliskich osób. Każdy z nas jest mocno zapracowany, bardzo zmęczony, nie ma czasu...
Wiecie o czym marzę ? Żeby wyjechać z nimi wszystkimi w góry.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo bardzo bym chciała... na 3-4 dni ? Tak, to byłby niesamowity wyjazd...
Chciałabym też pojechać w te ferie zimowe do Madrytu... Tak bardzo chciałabym zobaczyć starych znajomych, przejść się ponownie po ulicach, które kiedyś znałam tak dobrze jak własną kieszeń, zwiedzić miejsca, które tam kojarzą mi się z moim dzieciństwem... Tak bardzo bym chciała !
A jak na razie... nie wiem w jakim kierunku zmierzam, trochę błądzę, zatrzymuję się, zmieniam ciągle kierunek i jakoś nie mogę się zdecydować nad niczym...
Muszę odpocząć... Najlepiej gdzieś daleko, gdzieś gdzie jest pięknie i spokojnie...

wtorek, 15 października 2013

34. Prefiero no decir nada...

Jestem słabym człowiekiem...

Od jakiegoś czasu staram się być dobra dla innych, staram się chować moją złość, próbuję być miła,  próbuję okazywać moją sympatię najlepiej jak potrafię, chcę pomagać innym, chcę im pokazywać, że zależy mi na nich... Że nie obchodzą mnie ich wady, że to co mówią i robią mnie nie boli...
Nie wychodzi mi...
Naprawdę się staram !
Zawsze byłam bezpośrednim człowiekiem, gdy coś mi nie pasowało głośno mówiłam jaki jest problem, nawet jeśli nie miałam racji, wtedy wychodziłam na idiotkę (to nie nowość), ale... Kurcze, ostatnio stwierdziłam, że w sumie każdy z nas popełnia błędy, że niekoniecznie zawsze trzeba wszystko wytykać, że lepiej czasami spojrzeć na różne sprawy przez palce... Robiłam tak. Starałam się...
I już nie mogę wytrzymać...
Klęczę na podłodze i płaczę.
Płaczę, bo nie wiem co mam robić.
Wszystkie moje starania nie przynoszą żadnych owoców, boję się.
Boję się jeszcze bardziej, bo czuję się sama.
Moje starania wcale nie kierowały się wyłącznie do tych wszystkich nowych otaczających mnie osób...
Ale też i do tych bliższych...
Tutaj jednak jest inaczej...
Boli mnie to bo czuję się trochę niepotrzebna i lekko zapomniana.
Boli mnie to bo czuję, że zbytnio się narzucam... A ja nie potrafię tego kontrolować..
Jestem pieprzoną egoistką bo chcę troszeczkę więcej uwagi...
Ale siedzę cicho, będę się uśmiechać i czekać.
Być może to przejściowe. Być może już jutro będzie lepiej...
Nic nie powiem, mogę przecież to wszystko jeszcze bardziej pogorszyć...
Nie wiem tylko jak długo wytrzymam... Gdy jednak nic się nie poprawi i wybuchnę, boję się, że znowu w zły sposób wszystko wytłumaczę, błędnie opiszę to co myślę, źle przekażę to co we mnie siedzi...
Znowu wyjdzie na to, że wyolbrzymiam, że przesadzam...
Znowu pomyślą, że to moja wina...
Może faktycznie znowu zawaliłam ?
Nie wiem.
Wiem tylko, że jestem do dupy. Że nie umiem się wziąć do roboty, że wymagam rzeczy niemożliwych a sama nic nie robię...
Znowu wariuję, znowu nikt mnie nie zrozumie, znowu wyjdę na idiotkę, która stwarza sobie tylko fikcyjne problemy... Nie wiem czy zamiast bezsensownych prób wytłumaczenia mi czegoś, czego i tak nie zrozumiem, usłyszę przyjazne "będzie dobrze". Tylko to jest mi potrzebne, żeby ktoś mi zapewnił, że będzie dobrze...

wtorek, 1 października 2013

33. Znowu się pogubiłam...

Naprawdę już nie wiem co się ze mną dzieje...
Najpierw znikam i przez dłuższy czas nic nie piszę.
Dlaczego ? Na początku naprawdę było źle, potem, nie wiem jak, wszystko zaczęło powoli się układać.
Chodzenie do szkoły stawało się rutyną, zaczęłam przyzwyczajać się do tego starego zrzędy, zaczęłam przyzwyczajać się do jego tekstów, starałam się to wszystko przekręcać w słaby żart, próbowałam jakoś nie ukazywać tego, że się boję, że się stresuję... Wychodziło mi. W pewnych momentach stwierdzałam nawet, że to całkiem ciekawa osoba, że może nie będzie aż tak źle...
Klasa okazałą się jak na razie naprawdę w porządku.
Do szkoły zaczęłam chodzić bez paniki w oczach, a ze szkoły wychodziłam z uśmiechem...
Coś się jednak ostatnio zmieniło.
Wiem, że to dopiero wtorek, ale ciągnie się to już od niedzieli...
Wszystko mnie denerwuje, wszystko sprawia, że chce mi się płakać, wszystko mi przeszkadza, ogarniają mnie jakieś czarne myśli, świadomość, że nie mogę z tego miejsca uciec jeszcze bardziej mnie przytłacza, strach powoli wraca...
Nie wiem jak z tym walczyć...




piątek, 13 września 2013

32. Skąd się bierze strach ?

Nawet nie wiem jak zacząć...
Najchętniej napisałabym "Dzień dobry, jest do dupy"  ale próbuję bronić się tym, że to tylko kolejny "zły dzień" i że nie powinnam tak dramatyzować, ale...
Boję się.
Znowu się boję.
Od rozpoczęcia roku szkolnego działo się naprawdę bardzo,bardzo dużo rzeczy.
Bywały dni gdzie spędzałam lekcje ze łzami w oczach i modliłam się aby jak najszybciej skończył się ten dzień.
Bywały chwilę gdzie zastanawiałam się jaki jest sens mojego "bycia", jaki jest sens w tym, że trafiłam do tej szkoły gdzie trafiłam, jaki jest sens w tym, że poszłam na ten hiszpański... Bywały dnie gdzie żałowałam mocno, że tak się stało. Dnie gdzie zastanawiałam się czy odnajdę swoje miejsce w tej klasie, a przede wszystkim dnie przepełnione lekcjami podczas którymi nie wiedziałam, czy mam się śmiać, płakać czy wybiec z sali z krzykiem, bo jak się okazało, mój wychowawca okazał się całkowicie inny niż wyobrażałam sobie "normalnego" wychowawcę... Dawno nie czułam się tak źle na jakiejkolwiek lekcji...
Pewnie sobie myślicie " O mój Boże, to dlaczego się nie przeniesiesz ?! Tam musi być strasznie !"
Otóż tam nie jest aż tak źle... Z drugiej strony mogę otwarcie powiedzieć, że powoli wkręcam się w ten cały wir, powoli zaczynam przyzwyczajać się do szkoły, do tłumu, do klasy, która w sumie okazała się całkiem szalona :) Tak, to mnie cieszy - Klasa jest okej.
Nauczyciele też są w porządku... Boję się jednak lekcji polskiego i 8 godzin tygodniowo które mam z wychowawcą...
Po prostu przykro mi się robi gdy patrzę na przyjaciółki, które poszły do innych szkół, które całkiem dobrze dogadują się ze swoją nową klasą, które mają wyjazd integracyjny, które spędzają świetnie przerwy, które mają jakiś kierunek w życiu... Tęsknię za nimi... Tak bardzo, że jak piszę słowo "tęsknię" to mimowolnie po moich policzkach spływają łzy...
Boję się, że zostanę sama. Że będzie im tak dobrze, że o mnie zapomną.
Jestem załamana.
Raz czuję, że będzie dobrze, że jakoś sobie to życie poukładam...
Niestety coraz częściej stwierdzam, że jestem słaba. Że moje marzenia, postanowienia i decyzje kończą się na głupim gadaniu. Że nie wiem co chcę robić w życiu. Że moja wiedza z j.polskiego wcale nie jest taka wysoka jak sądziłam. Że boję się matury. Że znowu boję się przyszłości.
Że coraz rzadziej znajduję czas dla dziewczyn i Pe. I to najgorzej na mnie wpływa...
Cierpię i oni też cierpią...
Nie wiem co mam robić... Chcę zacząć żyć, chcę zacząć korzystać z tych wszystkich lekcji, chcę mieć tak bardzo jakiś cel... Chcę być kimś !
A wiecie co jest najgorsze ? Że nie mam motywacji, chęci i siły...
Nie wiem jak to będzie.
Boję się bardzo...
Jestem w czarnej dupie...

sobota, 31 sierpnia 2013

31. Boję się, że mój błąd jest zbyt duży by go naprawić...

Okej, może dla niektórych to głupie, sama przecież gadam, że są ważniejsze rzeczy ale... ajksdfhjsakf ~! Boże ten człowiek zasiał we mnie jakąś głupią wątpliwość i teraz nic z tym nie mogę zrobić... Spojrzałam na plan dawnej klasy 0H... Jeszcze jakiś czas temu byłabym zachwycona, ale czy ja przypadkiem nie poszłam na łatwiznę? Mój Boże... "Znudzi Ci się" ? A jeśli to bardzo możliwe ? Czy mój własny, drugi ojczysty język może mi się znudzić ? Wiem, że nie mam co teraz się nad tym zastanawiać, ale boję się... Prawie wgl się nie wyspałam bo zastanawiałam się czy odnajdę tam swoje miejsce... A jeśli nie ? A jeśli będę musiała tam na siłę siedzieć cztery lata?... Boję się, że źle zrobiłam odchodząc z tej drugiej szkoły... Zróbcie coś z tym, błagam ! Przywróćcie mój dawny optymizm ! Gdzie on jest ?!
Cholera...Nie pocieszą mnie słowa "ludzie robią błędy, to normalne"... PF !
Boję się, że popełniłam taki błąd, którego już nie naprawię ! Błąd, który wpłynie na CAŁE moje życie...

piątek, 30 sierpnia 2013

30. Czasami gdy upadasz, zastanawiasz się czy jest sens aby się podnieść...

Jeszcze kilka dni temu powiedziałam P., że może i jestem słaba fizycznie, ale na pewno nie psychicznie...
Dzisiaj mocno odczułam to, że chyba trochę się myliłam...
Tak, w ostatniej chwili dostałam się do szkoły na której bardzo mi kiedyś zależało.
Tak, kiedyś...
Jak jest teraz ? sama nie wiem...
W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że trafię tam gdzie dostałam się na początku, nawet zaczęło mi się to podobać !
I nagle BUM ! Wszystko co zacząłeś planować i sobie wyobrażać nagle przestaje mieć sens...
Okej, dobra, idę do lepszej szkoły, będę tam miała mój hiszpański, będzie dobrze...
Aż tu nagle pojawia się człowiek, który dosłownie i prosto z mostu wini Cię za to, że się tam dostałeś...
"Ciebie wgl nie powinno tutaj być...", "Jesteś tego pewna ?" 
Cholera, chciałabym tak bardzo się wyżalić, opisać tą całą chorą sytuację... Ale nie mogę, nie tutaj.
Przez całą rozmowę myślałam, że wybuchnę płaczem...
Ale nie było już powrotu... NIE TYM RAZEM !
Bałam się bardzo, ten facet tak strasznie mnie zniechęcił... Już od bardzo dawna nie czułam się tak jakbym była miedzy młotem a kowadłem... Nie aż w takim stopniu...
Jak patrzyłam na to, jak sekretarka z drugiej szkoły oddaje moje papiery i skreśla mnie z listy... Miałam ochotę zacząć krzyczeć i kazać jej przestać, powiedzieć, że to wszystko to jedna wielka pomyłka i wyjść...
A raczej wybiec...
Ale tak nie zrobiłam...
Jestem teraz tam, gdzie jestem... Być może tak powinno być ? Tak, myślę, że skoro tak się stało, to tak powinno być...
Ale nadal nie mam siły by z czystym sumieniem napisać, że dokopię temu człowiekowi, że udowodnię mu, że zasługuję na to miejsce ! że jeszcze mu pokarzę na co mnie stać!
No i tak właśnie jest, że z głowy zaczęły coraz bardziej wypływać takie pozytywne i pełne siły plany, niestety nic na to nie poradzę, że nadal się boję, że nadal jestem trochę zdruzgotana i rozdarta i przede wszystkim, że ogarniają mnie wątpliwości....
Ale nie ! kurwa mać do chuja pana! Muszę być silna, muszę pokazać P., że jestem silna. Może miałam dzisiaj chwilowe załamanie, ale muszę z tego wyjść ! Muszę ! W końcu, mam silną psychikę, prawda ? To, że jakiś stary dziad wygrał tą bitwę, to nie znaczy, że wojnę nie wygram ja !
Lalal, mam przy sobie dziewczyny, które mocno mnie wspierają no i P. <3
To chyba właśnie im zawdzięczam, że nadal potrafię myśleć pozytywnie i dostrzegam pewne plusy...
Jest dobrze, pomimo tego syfu, jest dobrze :)
Zaczęłam nawet robić listę "rzeczy do zrobienia w tym roku szkolnym, w święta i w wakacje" Już mam kilka rzeczy :3
Niektóre to drobnostki, mało znaczące czynności, inne to plany, które bardzo, ale to bardzo ciężko będzie doprowadzić je do skutku, a inne są szalone i niezwykłe :D



środa, 21 sierpnia 2013

29. Boże daj mi więcej takich chwil gdzie jestem w stanie dostrzec jakie mam piękne życie...

Jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem.
Ostatnio miałam problem z moimi marzeniami, a raczej z ich brakiem.
Teraz ? Zaczynam czuć, że powoli się tworzą.
Na razie są bardzo małe, dla niektórych być może mało znaczące, dla niektórych być może mało konkretne, ale wiecie co ? Są.
Oprócz tego, że chciałabym momentalnie po osiemnastce zrobić prawko, to jedno z moich małych marzeń jest mieć przytulne mieszkanie albo niezbyt duży dom z ładną altanką, chciałabym mieć komin a przed nim białe futerko. Może nie wiem kim chcę być w przyszłości, ale wiem, że moje marzenie jest aby ma praca sprawiała mi radość. Chciałabym też zapewnić moim rodzicom spokojną i radosną starość. Chcę im podziękować za wszystko co dla mnie zrobili, są dla mnie tacy ważni... Wiem, że bywam okropna, wredna, kłamliwa, egoistyczna, zapominalska... Jedno z moich malutkich marzeń jest po prostu uczyć się na błędach i z dnia na dzień stawać się lepszym człowiekiem. Mam jeszcze w zanadrzu różne bardziej szalone marzenia np. pojechać za granicę autostopem albo pojechać do dżungli na ekspedycję :D
Moje marzenie jest być dobrą córką, przyjaciółką, dziewczyną, być może kiedyś żoną i matką, a potem babcią. Chcę być dobrym człowiekiem, który wie jak postępować, jak przepraszać, jak wybaczać, jak kochać.
Nie wiem dlaczego ale jestem bardzo dziwna.
Przez pół dnia potrafię zastanawiać się nad sensem mojego życia, mojego bycia i postępowania.
Przez pół dnia potrafię nie doceniać tego co mam.
Przez pół dnia potrafię być najzgorzkniałym człowiekiem na ziemi.
A potem BUM, dociera do mnie milion rzeczy.
Dociera do mnie, że mam wszystko co człowiek by chciał. Nic mi nie brakuję. Czasami jedynie chęci na to, by to wszystko dostrzec...
O wiecie w sumie jakie jest dla mnie najważniejsze marzenie ? By to wszystko po prostu najzwyczajniej na świecie nie spieprzyć.
Dziękuję dobranoc, życie jest piękne.


wtorek, 20 sierpnia 2013

28. Wszystko takie kruche...

Chcę mi się płakać.
Czasami się zastanawiam jaka jestem... Silnym czy raczej słabym człowiekiem ?
Teraz czuję się okropnie. Nie wiem czy to pogoda, czy może różne małe sytuacje bardzo mi się skumulowały i teraz wybuchły...
Od dziś stwierdzam, że muszę uważniej poznawać ludzi, muszę uważniej dobierać sobie bliskich znajomych... Muszę przede wszystkim wiedzieć kim dla nich jestem... To nie ma sensu gdy kogoś uważa się, za dobrego kumpla a ta osoba nie docenia w pewien sposób to wszystko...
Przyznam się, zdarzyło mi się kilka razy być właśnie tą osobą, która zaniedbywała znajomość, dlatego wiem, że człowieka do przyjaźni nie można zmusić...
Boli mnie jednak to.
Ale innych też musiało boleć gdy ja psułam naszą przyjaźń...
Nic nie poradzę, ludzie się zmieniają i wtedy ta zmiana niekoniecznie musi nam się podobać...
Może ja też się zmieniłam i komuś to nie pasuje ?
Nie, wątpię... Ja po prostu zbyt poważnie traktowałam tą znajomość.
Czas się z tym pogodzić.
Mam dookoła siebie jeszcze bardziej wartościowych ludzi, dla których jestem wszystkim, dla których wskoczyłabym w ogień...
Ale nadal jest mi przykro...
Co jeszcze ? Już jak jesteśmy przy użalaniu się nad sobą i narzekaniu, to chciałam tylko dodać, że nie mam marzeń...
Gdzie są moje marzenia ? Legły w gruzach... Nie wiem co chcę robić za kilka lat, nie mam konkretnych zainteresowań, nie mam konkretnych planów...
Nie umiem się przygotować do nadchodzącej przyszłości...
Boję się.

.

czwartek, 15 sierpnia 2013

27. Walka

Jestem beznadziejna.
Jestem cholernym realistą, który nie potrafi dostrzec to co ma.
Gdy na swej drodze spotykasz coś pięknego, zaczyna się walka między mózgiem a sercem.
Serce - naiwny optymista ale też daje wiarę człowiekowi, co pomaga mu przetrwać i sprawia, że marzenia, obietnice, postanowienia i cele się spełniają... Pozwala pokochać, uwierzyć, zaufać... Serce nie "gdyba", serce cieszy się i docenia to co ma. Serce jest w stanie sprawić, że wydusisz z siebie milion szczerych, pięknych, głębokich słów. Serce jest w stanie sprawić, że zaufasz komuś bezgranicznie, że powierzysz mu całe swoje życie, że będziesz pewna, iż wszystko będzie dobrze...
Mózg - zimny realista, ale też pozwala człowiekowi dostrzec wiele wyjść, co pomaga mu zareagować w odpowiedniej chwili. Sprawia, że zatrzymujemy się przed zrobieniem lub powiedzeniem czegoś głupiego, Sprawia, że hamuje nas przed tym co mogło by się skończyć dla nas źle... No właśnie, "co mogło by się skończyć dla nas źle". To właśnie mózg zawsze się wtrąca by ostrzec nas przed różnymi konsekwencjami, to on uświadamia nas, że w życiu nie zawsze bywa tak pięknie i lekko, że ludzie oprócz mówić pięknych słów i obiecać, potrafią też krzywdzić...
I znowu ta walka... Uwierzyć, czy nie uwierzyć ? Zaufać czy nie zaufać ? Pokochać czy nie pokochać ?
UWIERZYĆ, ZAUFAĆ, POKOCHAĆ. tego właśnie chcę i teraz dobrze o tym wiem.
Ale przede mną ciężki do pokonania mur - Wspomnienia, obietnice, słowa. Sprawy które były kiedyś wszystkim a nagle stały się niczym.
Nie chcę by tym razem też tak było, wiem, że jeśli ktoś szczerze to obiecuje, to się to spełnia.
Ale teraz kolej mózgu - życie bywa zdradliwe i robi wszystko aby czyjąś obietnicę zepsuć.
Serce - czuję, że jest święcie przekonane, iż to jest właśnie to. Czuję, że podpowiada mi abym uwierzyła, abym zaufała i pokochała...
Mózg - karze mi czekać, przypomina ciągle o tym, że to za szybko, żebym uważała na to co mówię, żebym nie brała do serca tego, co mówią mi inni...
Tym razem jestem po stronie serca, ale mózg nadal jest częścią mnie, więc ciągle muszę znosić jego marudzenie, gadanie i przez to zagłusza mi to, co podpowiada mi serce...
Cholera !
Czuję się winna... Czuję się winna, że nie potrafię sprawić aby mój mózg się przekonał.
Aaaaaaafakjndjf, piszę głupoty, głupoty, głupoty....
Jestem rozdarta.
Nie, po sekundzie stwierdzam, że nie.
Bo wiem, czego chcę, ale nie wiem jak to osiągnąć.
Uwierzyć, zaufać, kiedyś pokochać.
Czekanie boli, najgorsze, że nie tylko mnie...
Idę spać.
Wiem, że będzie dobrze. My wiemy, że będzie dobrze. Moje serce wie, że będzie dobrze.
Cholera, czas najwyższy cieszyć się tym, co się ma. Być wariatem, łamać wszelkie reguły związane z "to nie wypada", "za szybko", "to ryzykowne", "co powiedzą na to ludzie ?!"
Pieprzyć to, co będzie. Bo nigdy nie wiadomo jak będzie.
Pieprzyć to, co było kiedyś. Bo nigdy to już do nas nie wróci.
Pieprzyć to, co realistyczne. Bo by przetrwać, trzeba mieć marzenia.
Pieprzyć innych ludzi. Bo to oni sprawiają, że robimy to co oni oczekują, bo to oni dają nam głupie zasady związane z "rozsądkiem", bo to oni dużo mówią i krytykują, a mało wiedzą...
Wszystkim mówię, że życie to jedna wielka niewiadoma, że trzeba łapać okazję, cieszyć się nią, że trzeba ryzykować aby coś osiągnąć. Czas do tego wszystkiego się dostosować...

środa, 14 sierpnia 2013

26. Znowu chociaż przez chwilę

Do o koła otaczał ją mrok. Słychać było jedynie szum wody, w której odbijały się światła oddalonych ośrodków, portów i domów. Łódź lekko się unosiła, zachęcając wszystkich na pokładzie do snu. Od czasu do czasu przepływał samotny bóbr, od czasu do czasu ktoś z nich wtrącał samotne zdanie, które doprowadzało do jakieś dalszej rozmowy. Po niej znowu robiło się cicho i każdy spoglądał w niebo,szukając spadających gwiazd. Piwo sprawiało tylko uczucie, że czas się zatrzymywał. I właśnie o to jej chodziło, chciała go zatrzymać. Mimo, że nie byli sami, czuła się tam dobrze. Tamci leżeli na prawej burcie, a oni na lewej. Czuła jego dłonie, słyszała jego serce. Wiedziała, że on też jest szczęśliwy. Chciała te szczęście za wszelką cenę zatrzymać...








Jej, nie sądziłam, że tak bardzo polubię pływanie żaglówką.
Jestem pod wrażeniem, że to mówię, ale cały ten wypad nad wodę bardzo mi się spodobał.
Dobra, narzekać tylko mogę na plaże :D Ale to bardziej moja wina, że musieliśmy się tam zatrzymać. Za późno z P. dojechaliśmy na miejsce... No w każdym razie, teraz wiem, że następnym razem nie mogę się spóźnić i muszę wziąć więcej żarcia ze sobą ;D
Było całkiem nieźle, serio :3
Czy czuje teraz wakacje ? Może i tak... Może i nie... Jest mi to w tym momencie bardzo obojętne, bo chyba jestem szczęśliwa...
Dlaczego chyba ? Bo boję się, że jeśli się przyznam, że jestem, to życie znowu zacznie robić mi na złość...

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

25. Bo łatwiej być nikim...

Wyjechałam, przyjechałam i znowu bez słowa wyjechałam. Tym razem na wieś ;p
Kilka cudownych spędzonych chwil w małym odludziu na którym się nic nie dzieje.
Oprócz 3 gniazd szerszeni wielkości piłki do koszykówki, oprócz przyjazdu całkiem fajnych strażaków o godzinie 23 by móc te szerszenie zlikwidować, oprócz niesamowicie głębokich rozmów, oprócz głupot które przychodziły nam do głowy, oprócz śmiechów, które nosiły się po 23 po całej miejscowości...
:D








Nadal nie wiem gdzie trafię do szkoły... Zgłosiłam się do drugiej rekrutacji, a tu popaczcie taki żarcik kosmonaucik - dowiem się dopiero pod koniec tego miesiąca.
Tak, to dosyć niewygodne... A najgorsze jest to, że mama chyba bardziej przeżywa to niż ja :c
Ja już sama nie wiem czego chcę... Jeśli się tam nie dostanę, to najwyraźniej Bóg przygotował dla mnie coś lepszego w tej drugiej szkole.
<od jakiegoś czasu staram się myśleć pozytywnie>
Tęsknię za P.
Wyjechał i wraca dopiero w czwartek... Na dodatek niektóre me plany legły w gruzach.
Nie chcę końca wakacji... Ale nie dlatego, że nie chcę żeby się skończyły, problem tkwi w tym, że ja nadal czuję, że się nie zaczęły :I
Dobra - "myśl Werka pozytywnie..."

wtorek, 30 lipca 2013

Zacznij wierzyć a przeniknie twe życie ta miłość.

Łał... wróciłam...
Jak już wiecie, cały czas teraz trąbią w radiu, telewizji, w gazetach, w necie, że już za trzy lata Światowe Dni Młodzieży, które odbyły się w tym roku w Rio de Janeiro, odbędą się u nas, w Krakowie ^^
Pochwalę wam się znowu, że byłam na Światowych Dni Młodzieży, ale nie w Rio T_T nie stać mnie ;D
Za to byłam w "Rio in Częstochowa" ^^
Pierwszy dzień - Ciekawość. Pełno ludzi, większość z za granicy. Pokój wyglądający jak sala w szpitalu psychiatrycznym. Dosyć ciekawy plan zajęć. Wszystko nowe i nieznane.
Drugi/trzeci dzień - Dół. Totalny dół. Gdy tak patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy mówiąc o Bogu niesamowicie się cieszyli. Czuli, że Bóg ich kocha, a oni kochają jego. Niesamowita energia płynęła z ich szczerych uśmiechów i słów. Widok tańczących i śpiewających ludzi, którzy klaskali i podnosili swe ręce do nieba, był niesamowity... To wszystko było takie szczere... Takie prawdziwe... Nikt na Ciebie krzywo nie patrzył, każdy do Ciebie podchodził i śmiało się przedstawiał. Jedni potrafili otworzyć się prawie momentalnie i już po chwili opowiadali Ci historię swojego życia... Inni ? Chętnie dyskutowali z tobą na różne tematy. Można było z nimi pożartować ale też poprosić o radę... Niby nikt się nie znał, a każdy traktował każdego jak brata i siostrę. INNY ŚWIAT
W pewnej chwili dotarło do mnie - "Co ja tutaj kurwa robię...?" "Ja tutaj nie pasuję..." "Ja nie umiem być taka jak oni..." "Moja wiara w porównaniu do ich wiary, jest bardzo, bardzo słaba..."
Zastanawiając się gdzie w tym wszystkim jest sens, stanęłam przed namiotem adoracji... Nie wiedziałam dlaczego, ale zbliżyłam się do złotego krzyża z ciałem w środku... Padłam na kolana i zaczęłam płakać.
Nie wstydziłam się tego. Nikogo to nie obchodziło. Każdy skupiał się na swojej modlitwie, zresztą czyjeś łzy nie były dla nich czymś nowym. Nie do końca byłam pewna czego chciałam... Chwila, wiedziałam. Chciałam poczuć, że ja też należę do tych osób, chciałam poczuć Jego miłość, chciałam uwierzyć...
Czwarty dzień - mieliśmy wycieczkę. Jura Krakowsko-Częstochowska. Niesamowite miejsce... Zrobiłam ponad 10 kilometrów. To był dobry spacer by móc sobie przemyśleć kilka spraw... Ale wiecie co było najlepsze ? Wieczorem zawsze mieliśmy jakieś występy, konferencje itd. Tym razem też coś się szykowało, jednak sama nie wiedziałam co kryje się pod nazwą "Wieczór miłosierdzia"
Weszłam do głównego namiotu i zobaczyłam na scenie, gdzie znajdował się ołtarz a na nim ten sam złoty krzyż, który zawsze znajdował się w "namiocie adoracji". To było coś pięknego... Uklękłam przy jednej z ławek i rozejrzałam się do o koła. Wszystko przystrojone świeczkami, w tle leciała muzyka dotykająca serca, a cała reszta wyglądała jakby była w innym świecie. Każdy skupiał się na swojej modlitwie. Jedni płakali, inni patrzyli w krzyż a jeszcze inni wbili wzrok w dal.
Ja też zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego. Po prostu poczułam coś w swym sercu, coś co próbuję opisać, ale brak mi słów... to było tak niesamowite uczucie, że nadal jestem w lekkim szoku. Czy uwierzylibyście mi, że czułam jakby ktoś mnie słuchał ? Czy uwierzylibyście gdybym wam powiedziała, że poczułam obecność Boga ? Nie sądzę... W dzisiejszych czasach ludzie to realiści, potrzebują namacalnych dowodów, muszą zobaczyć żeby uwierzyć... Ale wiecie co ? Gardzę oskarżeniem, bo jestem dzieckiem Boga.
Piąty dzień - niesamowite koncerty, niesamowite świadectwa... MAGICZNY WIECZÓR ! Poszłam do spowiedzi, wiecie ? A jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy, które mnie spotykają... Chyba z pół godziny siedziałam na trawie z dala od głównej sceny prosiłam Boga o odwagę...
Czekając na moją kolej przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Zaczęliśmy tak po prostu gadać o życiu, o jego i moim życiu. Coś niesamowitego...
Gdy jednak znalazłam się już tam gdzie znaleźć się miałam, ogarnął mnie spokój. Wszystko było tak perfekcyjnie zorganizowane. Na polanie, niedaleko namiotu adoracji, znajdowały się w różnych miejscach po dwa krzesła. Na jednym zawsze siedział jeden ksiądz, albo brat z zakonu. Każdy był ubrany na biało a twarze zakrywały im duże i głębokie kaptury... Przy każdym z nich widniała kartka z językiem w którym można było się spowiadać a obok wysoka, zapalona świeczka...
To było coś... cudownego ! Płakałam, bardzo płakałam. Ale ze szczęścia. Wreszcie mogłam z siebie wyrzucić to co tak długo gniło w moim sercu. Wreszcie mogłam poprosić kogoś o radę.
"Teraz, przewróć kartkę na drugą stronę. Jest pusta, ale to twoja szansa by móc od nowa zacząć pisać swoje życie. Może czasami będziesz wracać do tych starych rozdziałów, może czasami nadal będzie Ci przykro i wstyd, ale wiedz jedno - Bóg już nigdy, ale to przenigdy do nich nie zajrzy..."

Poznałam dużo ludzi, wpadło mi wiele piosenek do ucha, ciekawe konferencje, duuużo śmiechu ale wiecie co się najbardziej dla mnie liczy ? Zmieniłam się, chociaż trochę. Zmienił się mój pogląd na życie, na moją wiarę... I pustkę, którą ostatnio na blogu coraz częściej opisywałam, nagle się wypełniła. Naprawdę.
Amen.








poniedziałek, 22 lipca 2013

23. Ucieczka...


Jeszcze kilka godzin temu śmiałam się tarzając się na podłodze...
Jeszcze kilka godzin temu czułam wakacje...
Jeszcze kilka godzin temu siedziałam z nimi i niczego innego nie chciałam...
Może to wina rumu z colą ? Może to te głupie piwo ?
Może to po prostu ich sama obecność sprawiała, że czułam się fantastycznie ?
Ale już zniknęło. Musiałam wrócić do pakowania się...

No nie wiem...
Jutro wyjeżdżam.
Mam już spakowany plecak , będę jutro wyglądać jak zawodowy podróżnik...
Jedna myśl mnie tylko nurtuję. Wychodzi na to, że mam wrócić dzień później niż myślałam...
To rozwala mi wszelkie plany !
Chciałam wtedy przygotować coś oryginalnego, kreatywnego, jakoś miło spędzić z nim jego urodziny, które w sumie i tak wypadają dzień później, czyli wtedy kiedy wyjeżdża...
No i w sumie teraz wszystko się zepsuło....

Co do reszty wakacji... Sama już nie mam siły o tym myśleć.
Czyżbym za mało szalała w tym roku ? Może za dużo siedzę w Warszawie ? A może to też wina pogody ?
Eh, użalać się tylko potrafię nad sobą zamiast wziąć się w garść!
Dobra, poddaję się.
Prawda jest taka, że wszelkie imprezy mnie omijają albo na nie po prostu nie idę bo nie, na dodatek cała ta Warszawa mnie przygnębią... Potrzebuję moje kochane mazury ! Gdzie one są ? :c I wiecie co ? pogoda w te wakacje jest słaaaba. Serio. Nie czuję gorąca, nie narzekam na słońce, ciągle czuję powiew wiatru... Ja się pytam - Gdzie się podziała duchota która zmuszała mnie do spędzenia świetnego dnia nad wodą ? Gdzie jest słońce, które opalało moją bladą jak śnieg skórę ?
Czuję się źle.
Nie wiem co mam robić...
Jedni mówią żebym czekała... Ale ja czekać nie będę !
Inni mówią żebym wzięła sprawy w swoje ręce... Ale ja nie potrafię tego zrobić...


piątek, 19 lipca 2013

22. Rozkręca się wszystko...

KURDE.
Znowu zaniedbałam pisanie...
Nie wiem jak to się dzieje... To moje lenistwo ? To przez to, że tak dużo się dzieje ? 
Tak, dużo się dzieje. 
Początek wakacji rozpoczęłam od warsztatów fotograficznych. Tak, fotograficznych ^^ 
Temat przewodni - Praga ! <3 
Nauczyłam się wiele o tym miejscu, zaczęłam inaczej spostrzegać to miejsce, ludzi którzy tam mieszkają... MAGIA ! 
Z czego jestem najbardziej dumna ?
Z siebie i swoich zdjęć. 

Poznałam się z nowej strony, przełamałam lody i odkryłam w sobie smykałkę do rozmawiania z obcymi ludźmi. Serio, niesamowite uczucie gdy spotykasz na swej drodze osoby, które z miłą chęcią przybliżą Ci przeszłość Pragi, kiedy te rozmowy są otwarte i szczere, gdy budujesz pewne zaufanie i swobodę... 
Cóż, tego nie da się tak po prostu opisać. Zerknijcie na zdjęcia :> 
http://fresh-jelly-fish.deviantart.com/gallery/
Co dalej ?
Żeby nie przedłużać - jakaś tam impreza, jakieś tam nowe doświadczenia, nauczki, przekonania...
Szkoda gadać ;p 

Trzecia sprawa - Zrobiłam sobie z mamą i siostrą szalony, spontaniczny wyjazd nad morze <3 To było coś magicznego. Pomimo słabej pogody, kąpałam się w naszym pięknym, polskim morzu. Pomimo słabej pogody, bardzo odpoczęłam, pomimo słabej pogody sporo sobie przemyślałam. 
Końcowa sprawa... Nie wiem jak to ująć... Nie chcę żeby to był suchy fakt...
Chciałam tylko powiedzieć,że jest miły i naprawdę bardzo go lubię....

MAGIA







No tak, we wtorek wyjeżdżam do Częstochowy na światowe dni młodzieży.
W poszukiwaniu nowych ludzi, doświadczeń i Boga...
Tak, Boga :)
Czuję, że będzie inaczej niż sobie prości, zwykli ludzie wyobrażają.
Myślę, że to będzie coś innego, niezapomnianego.
Tak mi się wydaje, że właśnie czegoś takiego potrzebowałam... 


niedziela, 30 czerwca 2013

21. Teraz moja kolej


O MÓJ BOŻE, mam takie niesamowite pragnienie poczuć naturę w te wakacje.
Mam ochotę poznać nowe niesamowite miejsca.
Mam ochotę pojechać gdzieś pociągiem.
Mam ochotę porobić mnóstwo pięknych zdjęć.
Mam ochotę poznać ciekawych, wartościowych ludzi.
Mam ochotę pojechać nad morze i na mazury.
Mam ochotę zaszaleć.

Nie wiem co się dzieje, ale dopiero przed chwilą poczułam chociaż trochę wakacje.
Tak, wcześniej nie mogłam dopuścić do siebie tego faktu.
Nie wiem czy to przez pogodę, czy to może szok wywołany zakończeniem gimnazjum.
W każdym razie, właśnie ukazały mi się przed oczami liczne wizje, jak mogą wyglądać te dwa miesiące.
Nie wiem czy to wszystko się spełni...
TAK BARDZO BYM CHCIAŁA !

Dużo ostatnio zaczęło się dziać, widzę przed sobą tyle możliwości, tyle sytuacji nad którymi tylko ja i moje decyzje mają jakikolwiek znaczenie. Czuję, że wreszcie mam władzę nad tym co się dzieje, ale czy to dobrze ?
Cholera, nie wiem... Mogę coś źle zrobić, coś głupiego powiedzieć i wszystkiego później żałować... no ale co to było by za życie bez ryzyka ? :D
No nic, albo to drink sprawił, że mam taki dobry humor na wieczór albo naprawdę te wszystkie sytuacje, możliwości i plany sprawiły, że siedzę uśmiechnięta przed monitorem i z niecierpliwością czekam na jutrzejszy dzień :)

wtorek, 25 czerwca 2013

20. Tak jak by powrót...



52 dni przerwy.
52 dni bez analizowania swoich przemyśleń.
52 dni podczas których doświadczyłam dużo bólu, ale też i szczęścia. 



Najgorsze jest to, że w pamięci zakotwiczyły mi się najbardziej, te przykrzejsze doświadczenia.
Nie mam konkretnych słów, które mogłyby opisać smutek spowodowany tym co i tak czeka na każdego.
Nie mam konkretnych słów, które mogłyby opisać jak obojętnym człowiekiem na dobre wspomnienia się stałam... 
Nawet nie wiem czy mnie zrozumiecie...
W każdym razie straciłam kilka rzeczy w ciągu tych 52 dni, ale nie mogę tez ominąć faktu, że przybyły do mnie też i nowe. 
Jedyne co teraz mogę, to powiedzieć, że już za kilka dni nic nie będzie już takie same. 
Dopiero wtedy okaże się, komu nadal na kimś zależy.
Dopiero wtedy człowiek będzie mógł dostrzec prawdziwą twarz tych co uważał za "bliskich". 
Jakoś trudno mi się do tego podchodzi... Nadal jestem w czarnej dupie i ogarniają mnie wątpliwości odnośnie mojego wyboru do liceum.
Cholera ! mam przecież 16 lat, nie mogę od tak sobie stwierdzić, że chcę być lekarzem, może piekarzem, może mechanikiem... A może ja chciałabym być rolnikiem ? -_- Prawda jest taka, że nie znam pracy któej mogłabym dostać, która łączyła by w sobie to co kocham, to co chcę robić... A nawet jeśli istnieje (a wiem, że istnieje), to błagam ! Bądźmy realistami... wyobrażacie sobie mnie w jakieś agencji do spraw zaawansowanych obronnych projektów badawczych ?! Tak, wiem, to mało realistyczne, ale... 
Nie ważne, zapomnijmy. 
Zapomnijmy tak jak ja zapominam o wszystkim...



To co się stanie, stać się musi. 
"Bo wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Ludzie zmieniają się po to, abyś mógł nauczyć się ich sobie odpuszczać. Sprawy przyjmują zły obrót po to, byś mógł docenić je, kiedy wszystko jest dobrze. Wierzysz w kłamstwa po to, by w końcu nauczyć się ufać tylko sobie... A czasami dobre rzeczy rozpadają się po to, aby jeszcze lepsze mogły powstać." 






podoba wam się ? :)

Jest moc *3*

sobota, 4 maja 2013

19.

Zawieszam.

Zaniedbałam swoje obowiązki.
Zaniedbałam bardzo moje relacje z rodziną.
Zaniedbałam przyjaciół.
A przede wszystkim zaniedbałam siebie.
Nie pracuję nad swoimi wadami.
Nie uczę się na błędach.
Widzicie ? znowu narzekam...

Muszę zresztą kilka poprawek wprowadzić w moim przepełnionym głupstwami blogiem.
Zamierzam zrobić go bardziej anonimowego niż planowałam.
Kasuję wszystkie zdjęcia. :x

Rozmowa z bliskimi zawsze bardzo mi pomaga. Tym razem również się nie zawiodłam.
Jedynie na czym mogę się zawieźć to tylko na sobie...
Nie wiem od czego zacząć... Jest tyle rzeczy do zrobienia ! A najgorsze jest to, że to nie są zwykłe materialne sprawy... Muszę popracować nad sobą i to pilnie...

Chciałabym wyjechać chociaż na jeden dzień w góry, nie ważne kiedy, gdzie i z kim. Bardzo bym chciała...
Ale to kolejny kaprys, uważany przez większość za głupstwo. Miło...


Dlatego zawieszam.
Muszę wreszcie to wszystko nadrobić, poprawić, zmienić.
Muszę tylko znaleźć siły.
Dlatego apeluję : "Siły, gdziekolwiek jesteście, przybywajcie do mnie, potrzebuję was, BARDZO"
Czy je znajdę ? nie wiem...

niedziela, 28 kwietnia 2013

18. Jest chujowo ale stabilnie

Chciałabym jakoś ładnie zacząć ten post.
Nie za bardzo potrafię...
Jeszcze wczoraj cała ta sytuacja kręciła mi się w głowie jak śmigło helikoptera.
Dzisiaj ? szczerze mówiąc mój dzień zaczął się strasznie... Nie wiem czy to pogoda, czy może to ze mną jest coś nie tak... (raczej to drugie)
Mam kolejny dowód na to, że zbytnio przejmuję się opinią innych.
Kolejny dowód na to, że gdy mam zły dzień najlepiej jest gdy zamykam się w domu chociaż na kilka godzin żeby ochłonąć, odpocząć by potem móc jakoś świeżo spojrzeć na wszystko.
Dopiszę to do mojej listy pt. "Co beznadziejnego robię w swoim życiu"  :D
Poważnie, gdy mój dzień nie należy do najlepszych, nie nadaję się do wychodzenia z domu...
Ale wracając do mojego stanu - wczorajsza rozmowa z dobrym kumplem bardzo mi pomogła.
Tylko dzisiaj po prostu jakoś nie mogłam się na niczym skupić, czułam się jak FLAK (dawno nie używałam tego określenia...)
Ale ważne, że odpoczęłam i że czuję się lepiej. Ważne, że trochę odpuściłam i jakoś się tym nie przejmuję.
Nic nie poradzę na to, że gdy człowiek chce coś wytłumaczyć, to ktoś inny nie chce go słuchać... W takim razie też nie będę słuchać. NIC
"Lo que paso en la fiesta, se queda en la fiesta"




Pomimo wszystko, są plusy :
+Dwa dni w szkole a potem majówkaaa <3
+impreza 1
+będę miała trochę czasu dla siebie
+przyrządzę sama sushi *3*
+grill u przyjaciółki
+impreza 2
+po majówce wybieram się na zajęcia dancehall ! *3*
+będę mogła dłużej pospać
+może na jakieś zdjęcia się wybiorę ?
+może wybiorę się nad jezioro :3
+skończyłam moje dzieło *3*


Jakoś nie przeszkadza mi pogoda. Mam tylko nadzieję, że nie wpłynie ona na moje samopoczucie...

Wiem, że to dziwnie dla niektórych zabrzmi, ale Bóg mnie wysłuchał.
Dostałam to co chciałam.
Znak, który pokaże mi całą prawdę.