wtorek, 15 października 2013

34. Prefiero no decir nada...

Jestem słabym człowiekiem...

Od jakiegoś czasu staram się być dobra dla innych, staram się chować moją złość, próbuję być miła,  próbuję okazywać moją sympatię najlepiej jak potrafię, chcę pomagać innym, chcę im pokazywać, że zależy mi na nich... Że nie obchodzą mnie ich wady, że to co mówią i robią mnie nie boli...
Nie wychodzi mi...
Naprawdę się staram !
Zawsze byłam bezpośrednim człowiekiem, gdy coś mi nie pasowało głośno mówiłam jaki jest problem, nawet jeśli nie miałam racji, wtedy wychodziłam na idiotkę (to nie nowość), ale... Kurcze, ostatnio stwierdziłam, że w sumie każdy z nas popełnia błędy, że niekoniecznie zawsze trzeba wszystko wytykać, że lepiej czasami spojrzeć na różne sprawy przez palce... Robiłam tak. Starałam się...
I już nie mogę wytrzymać...
Klęczę na podłodze i płaczę.
Płaczę, bo nie wiem co mam robić.
Wszystkie moje starania nie przynoszą żadnych owoców, boję się.
Boję się jeszcze bardziej, bo czuję się sama.
Moje starania wcale nie kierowały się wyłącznie do tych wszystkich nowych otaczających mnie osób...
Ale też i do tych bliższych...
Tutaj jednak jest inaczej...
Boli mnie to bo czuję się trochę niepotrzebna i lekko zapomniana.
Boli mnie to bo czuję, że zbytnio się narzucam... A ja nie potrafię tego kontrolować..
Jestem pieprzoną egoistką bo chcę troszeczkę więcej uwagi...
Ale siedzę cicho, będę się uśmiechać i czekać.
Być może to przejściowe. Być może już jutro będzie lepiej...
Nic nie powiem, mogę przecież to wszystko jeszcze bardziej pogorszyć...
Nie wiem tylko jak długo wytrzymam... Gdy jednak nic się nie poprawi i wybuchnę, boję się, że znowu w zły sposób wszystko wytłumaczę, błędnie opiszę to co myślę, źle przekażę to co we mnie siedzi...
Znowu wyjdzie na to, że wyolbrzymiam, że przesadzam...
Znowu pomyślą, że to moja wina...
Może faktycznie znowu zawaliłam ?
Nie wiem.
Wiem tylko, że jestem do dupy. Że nie umiem się wziąć do roboty, że wymagam rzeczy niemożliwych a sama nic nie robię...
Znowu wariuję, znowu nikt mnie nie zrozumie, znowu wyjdę na idiotkę, która stwarza sobie tylko fikcyjne problemy... Nie wiem czy zamiast bezsensownych prób wytłumaczenia mi czegoś, czego i tak nie zrozumiem, usłyszę przyjazne "będzie dobrze". Tylko to jest mi potrzebne, żeby ktoś mi zapewnił, że będzie dobrze...

wtorek, 1 października 2013

33. Znowu się pogubiłam...

Naprawdę już nie wiem co się ze mną dzieje...
Najpierw znikam i przez dłuższy czas nic nie piszę.
Dlaczego ? Na początku naprawdę było źle, potem, nie wiem jak, wszystko zaczęło powoli się układać.
Chodzenie do szkoły stawało się rutyną, zaczęłam przyzwyczajać się do tego starego zrzędy, zaczęłam przyzwyczajać się do jego tekstów, starałam się to wszystko przekręcać w słaby żart, próbowałam jakoś nie ukazywać tego, że się boję, że się stresuję... Wychodziło mi. W pewnych momentach stwierdzałam nawet, że to całkiem ciekawa osoba, że może nie będzie aż tak źle...
Klasa okazałą się jak na razie naprawdę w porządku.
Do szkoły zaczęłam chodzić bez paniki w oczach, a ze szkoły wychodziłam z uśmiechem...
Coś się jednak ostatnio zmieniło.
Wiem, że to dopiero wtorek, ale ciągnie się to już od niedzieli...
Wszystko mnie denerwuje, wszystko sprawia, że chce mi się płakać, wszystko mi przeszkadza, ogarniają mnie jakieś czarne myśli, świadomość, że nie mogę z tego miejsca uciec jeszcze bardziej mnie przytłacza, strach powoli wraca...
Nie wiem jak z tym walczyć...