Okej, może dla niektórych to głupie, sama przecież gadam, że są ważniejsze rzeczy ale... ajksdfhjsakf ~!
Boże ten człowiek zasiał we mnie jakąś głupią wątpliwość i teraz nic z tym nie mogę zrobić... Spojrzałam na plan dawnej klasy 0H... Jeszcze jakiś czas temu byłabym zachwycona, ale czy ja przypadkiem nie poszłam na łatwiznę? Mój Boże... "Znudzi Ci się" ? A jeśli to bardzo możliwe ? Czy mój własny, drugi ojczysty język może mi się znudzić ? Wiem, że nie mam co teraz się nad tym zastanawiać, ale boję się... Prawie wgl się nie wyspałam bo zastanawiałam się czy odnajdę tam swoje miejsce... A jeśli nie ? A jeśli będę musiała tam na siłę siedzieć cztery lata?... Boję się, że źle zrobiłam odchodząc z tej drugiej szkoły...
Zróbcie coś z tym, błagam ! Przywróćcie mój dawny optymizm ! Gdzie on jest ?!
Cholera...Nie pocieszą mnie słowa "ludzie robią błędy, to normalne"... PF !
Boję się, że popełniłam taki błąd, którego już nie naprawię ! Błąd, który wpłynie na CAŁE moje życie...
sobota, 31 sierpnia 2013
piątek, 30 sierpnia 2013
30. Czasami gdy upadasz, zastanawiasz się czy jest sens aby się podnieść...
Jeszcze kilka dni temu powiedziałam P., że może i jestem słaba fizycznie, ale na pewno nie psychicznie...
Dzisiaj mocno odczułam to, że chyba trochę się myliłam...
Tak, w ostatniej chwili dostałam się do szkoły na której bardzo mi kiedyś zależało.
Tak, kiedyś...
Jak jest teraz ? sama nie wiem...
W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że trafię tam gdzie dostałam się na początku, nawet zaczęło mi się to podobać !
I nagle BUM ! Wszystko co zacząłeś planować i sobie wyobrażać nagle przestaje mieć sens...
Okej, dobra, idę do lepszej szkoły, będę tam miała mój hiszpański, będzie dobrze...
Aż tu nagle pojawia się człowiek, który dosłownie i prosto z mostu wini Cię za to, że się tam dostałeś...
"Ciebie wgl nie powinno tutaj być...", "Jesteś tego pewna ?"
Cholera, chciałabym tak bardzo się wyżalić, opisać tą całą chorą sytuację... Ale nie mogę, nie tutaj.
Przez całą rozmowę myślałam, że wybuchnę płaczem...
Ale nie było już powrotu... NIE TYM RAZEM !
Bałam się bardzo, ten facet tak strasznie mnie zniechęcił... Już od bardzo dawna nie czułam się tak jakbym była miedzy młotem a kowadłem... Nie aż w takim stopniu...
Jak patrzyłam na to, jak sekretarka z drugiej szkoły oddaje moje papiery i skreśla mnie z listy... Miałam ochotę zacząć krzyczeć i kazać jej przestać, powiedzieć, że to wszystko to jedna wielka pomyłka i wyjść...
A raczej wybiec...
Ale tak nie zrobiłam...
Jestem teraz tam, gdzie jestem... Być może tak powinno być ? Tak, myślę, że skoro tak się stało, to tak powinno być...
Ale nadal nie mam siły by z czystym sumieniem napisać, że dokopię temu człowiekowi, że udowodnię mu, że zasługuję na to miejsce ! że jeszcze mu pokarzę na co mnie stać!
No i tak właśnie jest, że z głowy zaczęły coraz bardziej wypływać takie pozytywne i pełne siły plany, niestety nic na to nie poradzę, że nadal się boję, że nadal jestem trochę zdruzgotana i rozdarta i przede wszystkim, że ogarniają mnie wątpliwości....
Ale nie ! kurwa mać do chuja pana! Muszę być silna, muszę pokazać P., że jestem silna. Może miałam dzisiaj chwilowe załamanie, ale muszę z tego wyjść ! Muszę ! W końcu, mam silną psychikę, prawda ? To, że jakiś stary dziad wygrał tą bitwę, to nie znaczy, że wojnę nie wygram ja !
Lalal, mam przy sobie dziewczyny, które mocno mnie wspierają no i P. <3
To chyba właśnie im zawdzięczam, że nadal potrafię myśleć pozytywnie i dostrzegam pewne plusy...
Jest dobrze, pomimo tego syfu, jest dobrze :)
Zaczęłam nawet robić listę "rzeczy do zrobienia w tym roku szkolnym, w święta i w wakacje" Już mam kilka rzeczy :3
Niektóre to drobnostki, mało znaczące czynności, inne to plany, które bardzo, ale to bardzo ciężko będzie doprowadzić je do skutku, a inne są szalone i niezwykłe :D
Dzisiaj mocno odczułam to, że chyba trochę się myliłam...
Tak, w ostatniej chwili dostałam się do szkoły na której bardzo mi kiedyś zależało.
Tak, kiedyś...
Jak jest teraz ? sama nie wiem...
W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że trafię tam gdzie dostałam się na początku, nawet zaczęło mi się to podobać !
I nagle BUM ! Wszystko co zacząłeś planować i sobie wyobrażać nagle przestaje mieć sens...
Okej, dobra, idę do lepszej szkoły, będę tam miała mój hiszpański, będzie dobrze...
Aż tu nagle pojawia się człowiek, który dosłownie i prosto z mostu wini Cię za to, że się tam dostałeś...
"Ciebie wgl nie powinno tutaj być...", "Jesteś tego pewna ?"
Cholera, chciałabym tak bardzo się wyżalić, opisać tą całą chorą sytuację... Ale nie mogę, nie tutaj.
Przez całą rozmowę myślałam, że wybuchnę płaczem...
Ale nie było już powrotu... NIE TYM RAZEM !
Bałam się bardzo, ten facet tak strasznie mnie zniechęcił... Już od bardzo dawna nie czułam się tak jakbym była miedzy młotem a kowadłem... Nie aż w takim stopniu...
Jak patrzyłam na to, jak sekretarka z drugiej szkoły oddaje moje papiery i skreśla mnie z listy... Miałam ochotę zacząć krzyczeć i kazać jej przestać, powiedzieć, że to wszystko to jedna wielka pomyłka i wyjść...
A raczej wybiec...
Ale tak nie zrobiłam...
Jestem teraz tam, gdzie jestem... Być może tak powinno być ? Tak, myślę, że skoro tak się stało, to tak powinno być...
Ale nadal nie mam siły by z czystym sumieniem napisać, że dokopię temu człowiekowi, że udowodnię mu, że zasługuję na to miejsce ! że jeszcze mu pokarzę na co mnie stać!
No i tak właśnie jest, że z głowy zaczęły coraz bardziej wypływać takie pozytywne i pełne siły plany, niestety nic na to nie poradzę, że nadal się boję, że nadal jestem trochę zdruzgotana i rozdarta i przede wszystkim, że ogarniają mnie wątpliwości....
Ale nie ! kurwa mać do chuja pana! Muszę być silna, muszę pokazać P., że jestem silna. Może miałam dzisiaj chwilowe załamanie, ale muszę z tego wyjść ! Muszę ! W końcu, mam silną psychikę, prawda ? To, że jakiś stary dziad wygrał tą bitwę, to nie znaczy, że wojnę nie wygram ja !
Lalal, mam przy sobie dziewczyny, które mocno mnie wspierają no i P. <3
To chyba właśnie im zawdzięczam, że nadal potrafię myśleć pozytywnie i dostrzegam pewne plusy...
Jest dobrze, pomimo tego syfu, jest dobrze :)
Zaczęłam nawet robić listę "rzeczy do zrobienia w tym roku szkolnym, w święta i w wakacje" Już mam kilka rzeczy :3
Niektóre to drobnostki, mało znaczące czynności, inne to plany, które bardzo, ale to bardzo ciężko będzie doprowadzić je do skutku, a inne są szalone i niezwykłe :D
środa, 21 sierpnia 2013
29. Boże daj mi więcej takich chwil gdzie jestem w stanie dostrzec jakie mam piękne życie...
Jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem.
Ostatnio miałam problem z moimi marzeniami, a raczej z ich brakiem.
Teraz ? Zaczynam czuć, że powoli się tworzą.
Na razie są bardzo małe, dla niektórych być może mało znaczące, dla niektórych być może mało konkretne, ale wiecie co ? Są.
Oprócz tego, że chciałabym momentalnie po osiemnastce zrobić prawko, to jedno z moich małych marzeń jest mieć przytulne mieszkanie albo niezbyt duży dom z ładną altanką, chciałabym mieć komin a przed nim białe futerko. Może nie wiem kim chcę być w przyszłości, ale wiem, że moje marzenie jest aby ma praca sprawiała mi radość. Chciałabym też zapewnić moim rodzicom spokojną i radosną starość. Chcę im podziękować za wszystko co dla mnie zrobili, są dla mnie tacy ważni... Wiem, że bywam okropna, wredna, kłamliwa, egoistyczna, zapominalska... Jedno z moich malutkich marzeń jest po prostu uczyć się na błędach i z dnia na dzień stawać się lepszym człowiekiem. Mam jeszcze w zanadrzu różne bardziej szalone marzenia np. pojechać za granicę autostopem albo pojechać do dżungli na ekspedycję :D
Moje marzenie jest być dobrą córką, przyjaciółką, dziewczyną, być może kiedyś żoną i matką, a potem babcią. Chcę być dobrym człowiekiem, który wie jak postępować, jak przepraszać, jak wybaczać, jak kochać.
Nie wiem dlaczego ale jestem bardzo dziwna.
Przez pół dnia potrafię zastanawiać się nad sensem mojego życia, mojego bycia i postępowania.
Przez pół dnia potrafię nie doceniać tego co mam.
Przez pół dnia potrafię być najzgorzkniałym człowiekiem na ziemi.
A potem BUM, dociera do mnie milion rzeczy.
Dociera do mnie, że mam wszystko co człowiek by chciał. Nic mi nie brakuję. Czasami jedynie chęci na to, by to wszystko dostrzec...
O wiecie w sumie jakie jest dla mnie najważniejsze marzenie ? By to wszystko po prostu najzwyczajniej na świecie nie spieprzyć.
Dziękuję dobranoc, życie jest piękne.
Ostatnio miałam problem z moimi marzeniami, a raczej z ich brakiem.
Teraz ? Zaczynam czuć, że powoli się tworzą.
Na razie są bardzo małe, dla niektórych być może mało znaczące, dla niektórych być może mało konkretne, ale wiecie co ? Są.
Oprócz tego, że chciałabym momentalnie po osiemnastce zrobić prawko, to jedno z moich małych marzeń jest mieć przytulne mieszkanie albo niezbyt duży dom z ładną altanką, chciałabym mieć komin a przed nim białe futerko. Może nie wiem kim chcę być w przyszłości, ale wiem, że moje marzenie jest aby ma praca sprawiała mi radość. Chciałabym też zapewnić moim rodzicom spokojną i radosną starość. Chcę im podziękować za wszystko co dla mnie zrobili, są dla mnie tacy ważni... Wiem, że bywam okropna, wredna, kłamliwa, egoistyczna, zapominalska... Jedno z moich malutkich marzeń jest po prostu uczyć się na błędach i z dnia na dzień stawać się lepszym człowiekiem. Mam jeszcze w zanadrzu różne bardziej szalone marzenia np. pojechać za granicę autostopem albo pojechać do dżungli na ekspedycję :D
Moje marzenie jest być dobrą córką, przyjaciółką, dziewczyną, być może kiedyś żoną i matką, a potem babcią. Chcę być dobrym człowiekiem, który wie jak postępować, jak przepraszać, jak wybaczać, jak kochać.
Nie wiem dlaczego ale jestem bardzo dziwna.
Przez pół dnia potrafię zastanawiać się nad sensem mojego życia, mojego bycia i postępowania.
Przez pół dnia potrafię nie doceniać tego co mam.
Przez pół dnia potrafię być najzgorzkniałym człowiekiem na ziemi.
A potem BUM, dociera do mnie milion rzeczy.
Dociera do mnie, że mam wszystko co człowiek by chciał. Nic mi nie brakuję. Czasami jedynie chęci na to, by to wszystko dostrzec...
O wiecie w sumie jakie jest dla mnie najważniejsze marzenie ? By to wszystko po prostu najzwyczajniej na świecie nie spieprzyć.
Dziękuję dobranoc, życie jest piękne.
wtorek, 20 sierpnia 2013
28. Wszystko takie kruche...
Chcę mi się płakać.
Czasami się zastanawiam jaka jestem... Silnym czy raczej słabym człowiekiem ?
Teraz czuję się okropnie. Nie wiem czy to pogoda, czy może różne małe sytuacje bardzo mi się skumulowały i teraz wybuchły...
Od dziś stwierdzam, że muszę uważniej poznawać ludzi, muszę uważniej dobierać sobie bliskich znajomych... Muszę przede wszystkim wiedzieć kim dla nich jestem... To nie ma sensu gdy kogoś uważa się, za dobrego kumpla a ta osoba nie docenia w pewien sposób to wszystko...
Przyznam się, zdarzyło mi się kilka razy być właśnie tą osobą, która zaniedbywała znajomość, dlatego wiem, że człowieka do przyjaźni nie można zmusić...
Boli mnie jednak to.
Ale innych też musiało boleć gdy ja psułam naszą przyjaźń...
Nic nie poradzę, ludzie się zmieniają i wtedy ta zmiana niekoniecznie musi nam się podobać...
Może ja też się zmieniłam i komuś to nie pasuje ?
Nie, wątpię... Ja po prostu zbyt poważnie traktowałam tą znajomość.
Czas się z tym pogodzić.
Mam dookoła siebie jeszcze bardziej wartościowych ludzi, dla których jestem wszystkim, dla których wskoczyłabym w ogień...
Ale nadal jest mi przykro...
Co jeszcze ? Już jak jesteśmy przy użalaniu się nad sobą i narzekaniu, to chciałam tylko dodać, że nie mam marzeń...
Gdzie są moje marzenia ? Legły w gruzach... Nie wiem co chcę robić za kilka lat, nie mam konkretnych zainteresowań, nie mam konkretnych planów...
Nie umiem się przygotować do nadchodzącej przyszłości...
Boję się.
Czasami się zastanawiam jaka jestem... Silnym czy raczej słabym człowiekiem ?
Teraz czuję się okropnie. Nie wiem czy to pogoda, czy może różne małe sytuacje bardzo mi się skumulowały i teraz wybuchły...
Od dziś stwierdzam, że muszę uważniej poznawać ludzi, muszę uważniej dobierać sobie bliskich znajomych... Muszę przede wszystkim wiedzieć kim dla nich jestem... To nie ma sensu gdy kogoś uważa się, za dobrego kumpla a ta osoba nie docenia w pewien sposób to wszystko...
Przyznam się, zdarzyło mi się kilka razy być właśnie tą osobą, która zaniedbywała znajomość, dlatego wiem, że człowieka do przyjaźni nie można zmusić...
Boli mnie jednak to.
Ale innych też musiało boleć gdy ja psułam naszą przyjaźń...
Nic nie poradzę, ludzie się zmieniają i wtedy ta zmiana niekoniecznie musi nam się podobać...
Może ja też się zmieniłam i komuś to nie pasuje ?
Nie, wątpię... Ja po prostu zbyt poważnie traktowałam tą znajomość.
Czas się z tym pogodzić.
Mam dookoła siebie jeszcze bardziej wartościowych ludzi, dla których jestem wszystkim, dla których wskoczyłabym w ogień...
Ale nadal jest mi przykro...
Co jeszcze ? Już jak jesteśmy przy użalaniu się nad sobą i narzekaniu, to chciałam tylko dodać, że nie mam marzeń...
Gdzie są moje marzenia ? Legły w gruzach... Nie wiem co chcę robić za kilka lat, nie mam konkretnych zainteresowań, nie mam konkretnych planów...
Nie umiem się przygotować do nadchodzącej przyszłości...
Boję się.
czwartek, 15 sierpnia 2013
27. Walka
Jestem beznadziejna.
Jestem cholernym realistą, który nie potrafi dostrzec to co ma.
Gdy na swej drodze spotykasz coś pięknego, zaczyna się walka między mózgiem a sercem.
Serce - naiwny optymista ale też daje wiarę człowiekowi, co pomaga mu przetrwać i sprawia, że marzenia, obietnice, postanowienia i cele się spełniają... Pozwala pokochać, uwierzyć, zaufać... Serce nie "gdyba", serce cieszy się i docenia to co ma. Serce jest w stanie sprawić, że wydusisz z siebie milion szczerych, pięknych, głębokich słów. Serce jest w stanie sprawić, że zaufasz komuś bezgranicznie, że powierzysz mu całe swoje życie, że będziesz pewna, iż wszystko będzie dobrze...
Mózg - zimny realista, ale też pozwala człowiekowi dostrzec wiele wyjść, co pomaga mu zareagować w odpowiedniej chwili. Sprawia, że zatrzymujemy się przed zrobieniem lub powiedzeniem czegoś głupiego, Sprawia, że hamuje nas przed tym co mogło by się skończyć dla nas źle... No właśnie, "co mogło by się skończyć dla nas źle". To właśnie mózg zawsze się wtrąca by ostrzec nas przed różnymi konsekwencjami, to on uświadamia nas, że w życiu nie zawsze bywa tak pięknie i lekko, że ludzie oprócz mówić pięknych słów i obiecać, potrafią też krzywdzić...
I znowu ta walka... Uwierzyć, czy nie uwierzyć ? Zaufać czy nie zaufać ? Pokochać czy nie pokochać ?
UWIERZYĆ, ZAUFAĆ, POKOCHAĆ. tego właśnie chcę i teraz dobrze o tym wiem.
Ale przede mną ciężki do pokonania mur - Wspomnienia, obietnice, słowa. Sprawy które były kiedyś wszystkim a nagle stały się niczym.
Nie chcę by tym razem też tak było, wiem, że jeśli ktoś szczerze to obiecuje, to się to spełnia.
Ale teraz kolej mózgu - życie bywa zdradliwe i robi wszystko aby czyjąś obietnicę zepsuć.
Serce - czuję, że jest święcie przekonane, iż to jest właśnie to. Czuję, że podpowiada mi abym uwierzyła, abym zaufała i pokochała...
Mózg - karze mi czekać, przypomina ciągle o tym, że to za szybko, żebym uważała na to co mówię, żebym nie brała do serca tego, co mówią mi inni...
Tym razem jestem po stronie serca, ale mózg nadal jest częścią mnie, więc ciągle muszę znosić jego marudzenie, gadanie i przez to zagłusza mi to, co podpowiada mi serce...
Cholera !
Czuję się winna... Czuję się winna, że nie potrafię sprawić aby mój mózg się przekonał.
Aaaaaaafakjndjf, piszę głupoty, głupoty, głupoty....
Jestem rozdarta.
Nie, po sekundzie stwierdzam, że nie.
Bo wiem, czego chcę, ale nie wiem jak to osiągnąć.
Uwierzyć, zaufać, kiedyś pokochać.
Czekanie boli, najgorsze, że nie tylko mnie...
Idę spać.
Wiem, że będzie dobrze. My wiemy, że będzie dobrze. Moje serce wie, że będzie dobrze.
Cholera, czas najwyższy cieszyć się tym, co się ma. Być wariatem, łamać wszelkie reguły związane z "to nie wypada", "za szybko", "to ryzykowne", "co powiedzą na to ludzie ?!"
Pieprzyć to, co będzie. Bo nigdy nie wiadomo jak będzie.
Pieprzyć to, co było kiedyś. Bo nigdy to już do nas nie wróci.
Pieprzyć to, co realistyczne. Bo by przetrwać, trzeba mieć marzenia.
Pieprzyć innych ludzi. Bo to oni sprawiają, że robimy to co oni oczekują, bo to oni dają nam głupie zasady związane z "rozsądkiem", bo to oni dużo mówią i krytykują, a mało wiedzą...
Wszystkim mówię, że życie to jedna wielka niewiadoma, że trzeba łapać okazję, cieszyć się nią, że trzeba ryzykować aby coś osiągnąć. Czas do tego wszystkiego się dostosować...
Jestem cholernym realistą, który nie potrafi dostrzec to co ma.
Gdy na swej drodze spotykasz coś pięknego, zaczyna się walka między mózgiem a sercem.
Serce - naiwny optymista ale też daje wiarę człowiekowi, co pomaga mu przetrwać i sprawia, że marzenia, obietnice, postanowienia i cele się spełniają... Pozwala pokochać, uwierzyć, zaufać... Serce nie "gdyba", serce cieszy się i docenia to co ma. Serce jest w stanie sprawić, że wydusisz z siebie milion szczerych, pięknych, głębokich słów. Serce jest w stanie sprawić, że zaufasz komuś bezgranicznie, że powierzysz mu całe swoje życie, że będziesz pewna, iż wszystko będzie dobrze...
Mózg - zimny realista, ale też pozwala człowiekowi dostrzec wiele wyjść, co pomaga mu zareagować w odpowiedniej chwili. Sprawia, że zatrzymujemy się przed zrobieniem lub powiedzeniem czegoś głupiego, Sprawia, że hamuje nas przed tym co mogło by się skończyć dla nas źle... No właśnie, "co mogło by się skończyć dla nas źle". To właśnie mózg zawsze się wtrąca by ostrzec nas przed różnymi konsekwencjami, to on uświadamia nas, że w życiu nie zawsze bywa tak pięknie i lekko, że ludzie oprócz mówić pięknych słów i obiecać, potrafią też krzywdzić...
I znowu ta walka... Uwierzyć, czy nie uwierzyć ? Zaufać czy nie zaufać ? Pokochać czy nie pokochać ?
UWIERZYĆ, ZAUFAĆ, POKOCHAĆ. tego właśnie chcę i teraz dobrze o tym wiem.
Ale przede mną ciężki do pokonania mur - Wspomnienia, obietnice, słowa. Sprawy które były kiedyś wszystkim a nagle stały się niczym.
Nie chcę by tym razem też tak było, wiem, że jeśli ktoś szczerze to obiecuje, to się to spełnia.
Ale teraz kolej mózgu - życie bywa zdradliwe i robi wszystko aby czyjąś obietnicę zepsuć.
Serce - czuję, że jest święcie przekonane, iż to jest właśnie to. Czuję, że podpowiada mi abym uwierzyła, abym zaufała i pokochała...
Mózg - karze mi czekać, przypomina ciągle o tym, że to za szybko, żebym uważała na to co mówię, żebym nie brała do serca tego, co mówią mi inni...
Tym razem jestem po stronie serca, ale mózg nadal jest częścią mnie, więc ciągle muszę znosić jego marudzenie, gadanie i przez to zagłusza mi to, co podpowiada mi serce...
Cholera !
Czuję się winna... Czuję się winna, że nie potrafię sprawić aby mój mózg się przekonał.
Aaaaaaafakjndjf, piszę głupoty, głupoty, głupoty....
Jestem rozdarta.
Nie, po sekundzie stwierdzam, że nie.
Bo wiem, czego chcę, ale nie wiem jak to osiągnąć.
Uwierzyć, zaufać, kiedyś pokochać.
Czekanie boli, najgorsze, że nie tylko mnie...
Idę spać.
Wiem, że będzie dobrze. My wiemy, że będzie dobrze. Moje serce wie, że będzie dobrze.
Cholera, czas najwyższy cieszyć się tym, co się ma. Być wariatem, łamać wszelkie reguły związane z "to nie wypada", "za szybko", "to ryzykowne", "co powiedzą na to ludzie ?!"
Pieprzyć to, co będzie. Bo nigdy nie wiadomo jak będzie.
Pieprzyć to, co było kiedyś. Bo nigdy to już do nas nie wróci.
Pieprzyć to, co realistyczne. Bo by przetrwać, trzeba mieć marzenia.
Pieprzyć innych ludzi. Bo to oni sprawiają, że robimy to co oni oczekują, bo to oni dają nam głupie zasady związane z "rozsądkiem", bo to oni dużo mówią i krytykują, a mało wiedzą...
Wszystkim mówię, że życie to jedna wielka niewiadoma, że trzeba łapać okazję, cieszyć się nią, że trzeba ryzykować aby coś osiągnąć. Czas do tego wszystkiego się dostosować...
środa, 14 sierpnia 2013
26. Znowu chociaż przez chwilę
Do o koła otaczał ją mrok. Słychać było jedynie szum wody, w której odbijały się światła oddalonych ośrodków, portów i domów. Łódź lekko się unosiła, zachęcając wszystkich na pokładzie do snu. Od czasu do czasu przepływał samotny bóbr, od czasu do czasu ktoś z nich wtrącał samotne zdanie, które doprowadzało do jakieś dalszej rozmowy. Po niej znowu robiło się cicho i każdy spoglądał w niebo,szukając spadających gwiazd. Piwo sprawiało tylko uczucie, że czas się zatrzymywał. I właśnie o to jej chodziło, chciała go zatrzymać. Mimo, że nie byli sami, czuła się tam dobrze. Tamci leżeli na prawej burcie, a oni na lewej. Czuła jego dłonie, słyszała jego serce. Wiedziała, że on też jest szczęśliwy. Chciała te szczęście za wszelką cenę zatrzymać...
Jej, nie sądziłam, że tak bardzo polubię pływanie żaglówką.
Jestem pod wrażeniem, że to mówię, ale cały ten wypad nad wodę bardzo mi się spodobał.
Dobra, narzekać tylko mogę na plaże :D Ale to bardziej moja wina, że musieliśmy się tam zatrzymać. Za późno z P. dojechaliśmy na miejsce... No w każdym razie, teraz wiem, że następnym razem nie mogę się spóźnić i muszę wziąć więcej żarcia ze sobą ;D
Było całkiem nieźle, serio :3
Czy czuje teraz wakacje ? Może i tak... Może i nie... Jest mi to w tym momencie bardzo obojętne, bo chyba jestem szczęśliwa...
Dlaczego chyba ? Bo boję się, że jeśli się przyznam, że jestem, to życie znowu zacznie robić mi na złość...
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
25. Bo łatwiej być nikim...
Wyjechałam, przyjechałam i znowu bez słowa wyjechałam. Tym razem na wieś ;p
Kilka cudownych spędzonych chwil w małym odludziu na którym się nic nie dzieje.
Oprócz 3 gniazd szerszeni wielkości piłki do koszykówki, oprócz przyjazdu całkiem fajnych strażaków o godzinie 23 by móc te szerszenie zlikwidować, oprócz niesamowicie głębokich rozmów, oprócz głupot które przychodziły nam do głowy, oprócz śmiechów, które nosiły się po 23 po całej miejscowości...
:D
Kilka cudownych spędzonych chwil w małym odludziu na którym się nic nie dzieje.
Oprócz 3 gniazd szerszeni wielkości piłki do koszykówki, oprócz przyjazdu całkiem fajnych strażaków o godzinie 23 by móc te szerszenie zlikwidować, oprócz niesamowicie głębokich rozmów, oprócz głupot które przychodziły nam do głowy, oprócz śmiechów, które nosiły się po 23 po całej miejscowości...
:D
Nadal nie wiem gdzie trafię do szkoły... Zgłosiłam się do drugiej rekrutacji, a tu popaczcie taki żarcik kosmonaucik - dowiem się dopiero pod koniec tego miesiąca.
Tak, to dosyć niewygodne... A najgorsze jest to, że mama chyba bardziej przeżywa to niż ja :c
Ja już sama nie wiem czego chcę... Jeśli się tam nie dostanę, to najwyraźniej Bóg przygotował dla mnie coś lepszego w tej drugiej szkole.
<od jakiegoś czasu staram się myśleć pozytywnie>
Tęsknię za P.
Wyjechał i wraca dopiero w czwartek... Na dodatek niektóre me plany legły w gruzach.
Nie chcę końca wakacji... Ale nie dlatego, że nie chcę żeby się skończyły, problem tkwi w tym, że ja nadal czuję, że się nie zaczęły :I
Dobra - "myśl Werka pozytywnie..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)



