piątek, 13 września 2013

32. Skąd się bierze strach ?

Nawet nie wiem jak zacząć...
Najchętniej napisałabym "Dzień dobry, jest do dupy"  ale próbuję bronić się tym, że to tylko kolejny "zły dzień" i że nie powinnam tak dramatyzować, ale...
Boję się.
Znowu się boję.
Od rozpoczęcia roku szkolnego działo się naprawdę bardzo,bardzo dużo rzeczy.
Bywały dni gdzie spędzałam lekcje ze łzami w oczach i modliłam się aby jak najszybciej skończył się ten dzień.
Bywały chwilę gdzie zastanawiałam się jaki jest sens mojego "bycia", jaki jest sens w tym, że trafiłam do tej szkoły gdzie trafiłam, jaki jest sens w tym, że poszłam na ten hiszpański... Bywały dnie gdzie żałowałam mocno, że tak się stało. Dnie gdzie zastanawiałam się czy odnajdę swoje miejsce w tej klasie, a przede wszystkim dnie przepełnione lekcjami podczas którymi nie wiedziałam, czy mam się śmiać, płakać czy wybiec z sali z krzykiem, bo jak się okazało, mój wychowawca okazał się całkowicie inny niż wyobrażałam sobie "normalnego" wychowawcę... Dawno nie czułam się tak źle na jakiejkolwiek lekcji...
Pewnie sobie myślicie " O mój Boże, to dlaczego się nie przeniesiesz ?! Tam musi być strasznie !"
Otóż tam nie jest aż tak źle... Z drugiej strony mogę otwarcie powiedzieć, że powoli wkręcam się w ten cały wir, powoli zaczynam przyzwyczajać się do szkoły, do tłumu, do klasy, która w sumie okazała się całkiem szalona :) Tak, to mnie cieszy - Klasa jest okej.
Nauczyciele też są w porządku... Boję się jednak lekcji polskiego i 8 godzin tygodniowo które mam z wychowawcą...
Po prostu przykro mi się robi gdy patrzę na przyjaciółki, które poszły do innych szkół, które całkiem dobrze dogadują się ze swoją nową klasą, które mają wyjazd integracyjny, które spędzają świetnie przerwy, które mają jakiś kierunek w życiu... Tęsknię za nimi... Tak bardzo, że jak piszę słowo "tęsknię" to mimowolnie po moich policzkach spływają łzy...
Boję się, że zostanę sama. Że będzie im tak dobrze, że o mnie zapomną.
Jestem załamana.
Raz czuję, że będzie dobrze, że jakoś sobie to życie poukładam...
Niestety coraz częściej stwierdzam, że jestem słaba. Że moje marzenia, postanowienia i decyzje kończą się na głupim gadaniu. Że nie wiem co chcę robić w życiu. Że moja wiedza z j.polskiego wcale nie jest taka wysoka jak sądziłam. Że boję się matury. Że znowu boję się przyszłości.
Że coraz rzadziej znajduję czas dla dziewczyn i Pe. I to najgorzej na mnie wpływa...
Cierpię i oni też cierpią...
Nie wiem co mam robić... Chcę zacząć żyć, chcę zacząć korzystać z tych wszystkich lekcji, chcę mieć tak bardzo jakiś cel... Chcę być kimś !
A wiecie co jest najgorsze ? Że nie mam motywacji, chęci i siły...
Nie wiem jak to będzie.
Boję się bardzo...
Jestem w czarnej dupie...