niedziela, 2 marca 2014

48. W złym kierunku...

Właśnie pierwszy raz w swoim życiu przeznaczyłam tak wiele godzin na naukę matematyki...

W każdym razie powoli zdaję sobie sprawę, że ferie już jutro się skończą.
A ferie generalnie uważam za udane, ale niestety z powodu braku pieniędzy i zapału, zrobiłam mało planowanych rzeczy :(
Cieszę się jednak, że odpoczęłam....
Chociaż... ostatni dzień nie należał do udanych.
Świadomość, że wszystkie osoby które mnie otaczają mają w sobie jakiś niesamowity dar, jakiś talent, coś co pozwala im się rozwijać, osiągać liczne cele, być może i planować już swoją przyszłość, mnie dobija.
Ja się tak nie czuję. Jestem flakiem który w sumie we wszystkim jest dosyć "przeciętny". Mózg matematyczny albo humanistyczny ? Odpada. Że niby rysuję ? No dobra, ale bez przesady. Że niby tańczę ? Pf, to dla relaksu, raz w tygodniu... Fotografia ? Sama nie wiem... Ostatnio poczułam się w tym dosyć słaba.
Nie wiem...
Na dodatek gdy próbuję się dogadać z najbliższymi, mi to nie wychodzi... Ja o jednym, oni o drugim.
Próby powstrzymywania  płaczu bardzo bolą.
On powiedział, że to ciężka sprawa, że tak nie powinno być, że dziwnie to wszystko wygląda...
No dobra, ale co dalej ? Niby co ja mam zrobić ? To ze mną jest problem ? Z nimi ? To czasowe ?
Czy to jakiś zły znak ? Coś co świadczy o tym, że nadchodzi coś złego... ?
Boję się.
Znowu się cholernie boję.
Znowu się z tym kryję.
To niebezpieczne mówić komuś w twarz co się teraz przeżywa...
Czuję się dosyć pusto, bez celu, mam milion pytań do samej siebie na które nie potrafię odpowiedzieć...
Mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. Uciec. Pojechać nad morze, sama.
Tak, chcę pojechać sama, do obcego miasta i zmierzyć się z samą sobą i ze swoimi myślami.
Nie wiem tylko czy się odważę...


Czuję, że wysycham.
Czuję, że wszystko idzie w złym kierunku.
Czuję, że nic nie mogę naprawić.
Czuję się troszeczkę niepotrzebna...