Łał... wróciłam...
Jak już wiecie, cały czas teraz trąbią w radiu, telewizji, w gazetach, w necie, że już za trzy lata Światowe Dni Młodzieży, które odbyły się w tym roku w Rio de Janeiro, odbędą się u nas, w Krakowie ^^
Pochwalę wam się znowu, że byłam na Światowych Dni Młodzieży, ale nie w Rio T_T nie stać mnie ;D
Za to byłam w "Rio in Częstochowa" ^^
Pierwszy dzień - Ciekawość. Pełno ludzi, większość z za granicy. Pokój wyglądający jak sala w szpitalu psychiatrycznym. Dosyć ciekawy plan zajęć. Wszystko nowe i nieznane.
Drugi/trzeci dzień - Dół. Totalny dół. Gdy tak patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy mówiąc o Bogu niesamowicie się cieszyli. Czuli, że Bóg ich kocha, a oni kochają jego. Niesamowita energia płynęła z ich szczerych uśmiechów i słów. Widok tańczących i śpiewających ludzi, którzy klaskali i podnosili swe ręce do nieba, był niesamowity... To wszystko było takie szczere... Takie prawdziwe... Nikt na Ciebie krzywo nie patrzył, każdy do Ciebie podchodził i śmiało się przedstawiał. Jedni potrafili otworzyć się prawie momentalnie i już po chwili opowiadali Ci historię swojego życia... Inni ? Chętnie dyskutowali z tobą na różne tematy. Można było z nimi pożartować ale też poprosić o radę... Niby nikt się nie znał, a każdy traktował każdego jak brata i siostrę. INNY ŚWIAT
W pewnej chwili dotarło do mnie - "Co ja tutaj kurwa robię...?" "Ja tutaj nie pasuję..." "Ja nie umiem być taka jak oni..." "Moja wiara w porównaniu do ich wiary, jest bardzo, bardzo słaba..."
Zastanawiając się gdzie w tym wszystkim jest sens, stanęłam przed namiotem adoracji... Nie wiedziałam dlaczego, ale zbliżyłam się do złotego krzyża z ciałem w środku... Padłam na kolana i zaczęłam płakać.
Nie wstydziłam się tego. Nikogo to nie obchodziło. Każdy skupiał się na swojej modlitwie, zresztą czyjeś łzy nie były dla nich czymś nowym. Nie do końca byłam pewna czego chciałam... Chwila, wiedziałam. Chciałam poczuć, że ja też należę do tych osób, chciałam poczuć Jego miłość, chciałam uwierzyć...
Czwarty dzień - mieliśmy wycieczkę. Jura Krakowsko-Częstochowska. Niesamowite miejsce... Zrobiłam ponad 10 kilometrów. To był dobry spacer by móc sobie przemyśleć kilka spraw... Ale wiecie co było najlepsze ? Wieczorem zawsze mieliśmy jakieś występy, konferencje itd. Tym razem też coś się szykowało, jednak sama nie wiedziałam co kryje się pod nazwą "Wieczór miłosierdzia"
Weszłam do głównego namiotu i zobaczyłam na scenie, gdzie znajdował się ołtarz a na nim ten sam złoty krzyż, który zawsze znajdował się w "namiocie adoracji". To było coś pięknego... Uklękłam przy jednej z ławek i rozejrzałam się do o koła. Wszystko przystrojone świeczkami, w tle leciała muzyka dotykająca serca, a cała reszta wyglądała jakby była w innym świecie. Każdy skupiał się na swojej modlitwie. Jedni płakali, inni patrzyli w krzyż a jeszcze inni wbili wzrok w dal.
Ja też zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego. Po prostu poczułam coś w swym sercu, coś co próbuję opisać, ale brak mi słów... to było tak niesamowite uczucie, że nadal jestem w lekkim szoku. Czy uwierzylibyście mi, że czułam jakby ktoś mnie słuchał ? Czy uwierzylibyście gdybym wam powiedziała, że poczułam obecność Boga ? Nie sądzę... W dzisiejszych czasach ludzie to realiści, potrzebują namacalnych dowodów, muszą zobaczyć żeby uwierzyć... Ale wiecie co ? Gardzę oskarżeniem, bo jestem dzieckiem Boga.
Piąty dzień - niesamowite koncerty, niesamowite świadectwa... MAGICZNY WIECZÓR ! Poszłam do spowiedzi, wiecie ? A jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy, które mnie spotykają... Chyba z pół godziny siedziałam na trawie z dala od głównej sceny prosiłam Boga o odwagę...
Czekając na moją kolej przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Zaczęliśmy tak po prostu gadać o życiu, o jego i moim życiu. Coś niesamowitego...
Gdy jednak znalazłam się już tam gdzie znaleźć się miałam, ogarnął mnie spokój. Wszystko było tak perfekcyjnie zorganizowane. Na polanie, niedaleko namiotu adoracji, znajdowały się w różnych miejscach po dwa krzesła. Na jednym zawsze siedział jeden ksiądz, albo brat z zakonu. Każdy był ubrany na biało a twarze zakrywały im duże i głębokie kaptury... Przy każdym z nich widniała kartka z językiem w którym można było się spowiadać a obok wysoka, zapalona świeczka...
To było coś... cudownego ! Płakałam, bardzo płakałam. Ale ze szczęścia. Wreszcie mogłam z siebie wyrzucić to co tak długo gniło w moim sercu. Wreszcie mogłam poprosić kogoś o radę.
"Teraz, przewróć kartkę na drugą stronę. Jest pusta, ale to twoja szansa by móc od nowa zacząć pisać swoje życie. Może czasami będziesz wracać do tych starych rozdziałów, może czasami nadal będzie Ci przykro i wstyd, ale wiedz jedno - Bóg już nigdy, ale to przenigdy do nich nie zajrzy..."
Poznałam dużo ludzi, wpadło mi wiele piosenek do ucha, ciekawe konferencje, duuużo śmiechu ale wiecie co się najbardziej dla mnie liczy ? Zmieniłam się, chociaż trochę. Zmienił się mój pogląd na życie, na moją wiarę... I pustkę, którą ostatnio na blogu coraz częściej opisywałam, nagle się wypełniła. Naprawdę.
Amen.
wtorek, 30 lipca 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
23. Ucieczka...
Jeszcze kilka godzin temu śmiałam się tarzając się na podłodze...
Jeszcze kilka godzin temu czułam wakacje...
Jeszcze kilka godzin temu siedziałam z nimi i niczego innego nie chciałam...
Może to wina rumu z colą ? Może to te głupie piwo ?
Może to po prostu ich sama obecność sprawiała, że czułam się fantastycznie ?
Ale już zniknęło. Musiałam wrócić do pakowania się...
No nie wiem...
Jutro wyjeżdżam.
Mam już spakowany plecak , będę jutro wyglądać jak zawodowy podróżnik...
Jedna myśl mnie tylko nurtuję. Wychodzi na to, że mam wrócić dzień później niż myślałam...
To rozwala mi wszelkie plany !
Chciałam wtedy przygotować coś oryginalnego, kreatywnego, jakoś miło spędzić z nim jego urodziny, które w sumie i tak wypadają dzień później, czyli wtedy kiedy wyjeżdża...
No i w sumie teraz wszystko się zepsuło....
Co do reszty wakacji... Sama już nie mam siły o tym myśleć.
Czyżbym za mało szalała w tym roku ? Może za dużo siedzę w Warszawie ? A może to też wina pogody ?
Eh, użalać się tylko potrafię nad sobą zamiast wziąć się w garść!
Dobra, poddaję się.
Prawda jest taka, że wszelkie imprezy mnie omijają albo na nie po prostu nie idę bo nie, na dodatek cała ta Warszawa mnie przygnębią... Potrzebuję moje kochane mazury ! Gdzie one są ? :c I wiecie co ? pogoda w te wakacje jest słaaaba. Serio. Nie czuję gorąca, nie narzekam na słońce, ciągle czuję powiew wiatru... Ja się pytam - Gdzie się podziała duchota która zmuszała mnie do spędzenia świetnego dnia nad wodą ? Gdzie jest słońce, które opalało moją bladą jak śnieg skórę ?
Czuję się źle.
Nie wiem co mam robić...
Jedni mówią żebym czekała... Ale ja czekać nie będę !
Inni mówią żebym wzięła sprawy w swoje ręce... Ale ja nie potrafię tego zrobić...
piątek, 19 lipca 2013
22. Rozkręca się wszystko...
KURDE.
Znowu zaniedbałam pisanie...
Nie wiem jak to się dzieje... To moje lenistwo ? To przez to, że tak dużo się dzieje ?
Tak, dużo się dzieje.
Początek wakacji rozpoczęłam od warsztatów fotograficznych. Tak, fotograficznych ^^
Temat przewodni - Praga ! <3
Nauczyłam się wiele o tym miejscu, zaczęłam inaczej spostrzegać to miejsce, ludzi którzy tam mieszkają... MAGIA !
Z czego jestem najbardziej dumna ?
Z siebie i swoich zdjęć.
Poznałam się z nowej strony, przełamałam lody i odkryłam w sobie smykałkę do rozmawiania z obcymi ludźmi. Serio, niesamowite uczucie gdy spotykasz na swej drodze osoby, które z miłą chęcią przybliżą Ci przeszłość Pragi, kiedy te rozmowy są otwarte i szczere, gdy budujesz pewne zaufanie i swobodę...
Cóż, tego nie da się tak po prostu opisać. Zerknijcie na zdjęcia :>
http://fresh-jelly-fish.deviantart.com/gallery/
Co dalej ?
Żeby nie przedłużać - jakaś tam impreza, jakieś tam nowe doświadczenia, nauczki, przekonania...
Szkoda gadać ;p
Trzecia sprawa - Zrobiłam sobie z mamą i siostrą szalony, spontaniczny wyjazd nad morze <3 To było coś magicznego. Pomimo słabej pogody, kąpałam się w naszym pięknym, polskim morzu. Pomimo słabej pogody, bardzo odpoczęłam, pomimo słabej pogody sporo sobie przemyślałam.
Końcowa sprawa... Nie wiem jak to ująć... Nie chcę żeby to był suchy fakt...
Chciałam tylko powiedzieć,że jest miły i naprawdę bardzo go lubię....
MAGIA

Znowu zaniedbałam pisanie...
Nie wiem jak to się dzieje... To moje lenistwo ? To przez to, że tak dużo się dzieje ?
Tak, dużo się dzieje.
Początek wakacji rozpoczęłam od warsztatów fotograficznych. Tak, fotograficznych ^^
Temat przewodni - Praga ! <3
Nauczyłam się wiele o tym miejscu, zaczęłam inaczej spostrzegać to miejsce, ludzi którzy tam mieszkają... MAGIA !
Z czego jestem najbardziej dumna ?
Z siebie i swoich zdjęć.
Poznałam się z nowej strony, przełamałam lody i odkryłam w sobie smykałkę do rozmawiania z obcymi ludźmi. Serio, niesamowite uczucie gdy spotykasz na swej drodze osoby, które z miłą chęcią przybliżą Ci przeszłość Pragi, kiedy te rozmowy są otwarte i szczere, gdy budujesz pewne zaufanie i swobodę...
Cóż, tego nie da się tak po prostu opisać. Zerknijcie na zdjęcia :>
http://fresh-jelly-fish.deviantart.com/gallery/
Co dalej ?
Żeby nie przedłużać - jakaś tam impreza, jakieś tam nowe doświadczenia, nauczki, przekonania...
Szkoda gadać ;p
Trzecia sprawa - Zrobiłam sobie z mamą i siostrą szalony, spontaniczny wyjazd nad morze <3 To było coś magicznego. Pomimo słabej pogody, kąpałam się w naszym pięknym, polskim morzu. Pomimo słabej pogody, bardzo odpoczęłam, pomimo słabej pogody sporo sobie przemyślałam.
Końcowa sprawa... Nie wiem jak to ująć... Nie chcę żeby to był suchy fakt...
Chciałam tylko powiedzieć,że jest miły i naprawdę bardzo go lubię....
MAGIA
No tak, we wtorek wyjeżdżam do Częstochowy na światowe dni młodzieży.
W poszukiwaniu nowych ludzi, doświadczeń i Boga...
Tak, Boga :)
Czuję, że będzie inaczej niż sobie prości, zwykli ludzie wyobrażają.
Myślę, że to będzie coś innego, niezapomnianego.
Tak mi się wydaje, że właśnie czegoś takiego potrzebowałam...
W poszukiwaniu nowych ludzi, doświadczeń i Boga...
Tak, Boga :)
Czuję, że będzie inaczej niż sobie prości, zwykli ludzie wyobrażają.
Myślę, że to będzie coś innego, niezapomnianego.
Tak mi się wydaje, że właśnie czegoś takiego potrzebowałam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)