niedziela, 2 marca 2014

48. W złym kierunku...

Właśnie pierwszy raz w swoim życiu przeznaczyłam tak wiele godzin na naukę matematyki...

W każdym razie powoli zdaję sobie sprawę, że ferie już jutro się skończą.
A ferie generalnie uważam za udane, ale niestety z powodu braku pieniędzy i zapału, zrobiłam mało planowanych rzeczy :(
Cieszę się jednak, że odpoczęłam....
Chociaż... ostatni dzień nie należał do udanych.
Świadomość, że wszystkie osoby które mnie otaczają mają w sobie jakiś niesamowity dar, jakiś talent, coś co pozwala im się rozwijać, osiągać liczne cele, być może i planować już swoją przyszłość, mnie dobija.
Ja się tak nie czuję. Jestem flakiem który w sumie we wszystkim jest dosyć "przeciętny". Mózg matematyczny albo humanistyczny ? Odpada. Że niby rysuję ? No dobra, ale bez przesady. Że niby tańczę ? Pf, to dla relaksu, raz w tygodniu... Fotografia ? Sama nie wiem... Ostatnio poczułam się w tym dosyć słaba.
Nie wiem...
Na dodatek gdy próbuję się dogadać z najbliższymi, mi to nie wychodzi... Ja o jednym, oni o drugim.
Próby powstrzymywania  płaczu bardzo bolą.
On powiedział, że to ciężka sprawa, że tak nie powinno być, że dziwnie to wszystko wygląda...
No dobra, ale co dalej ? Niby co ja mam zrobić ? To ze mną jest problem ? Z nimi ? To czasowe ?
Czy to jakiś zły znak ? Coś co świadczy o tym, że nadchodzi coś złego... ?
Boję się.
Znowu się cholernie boję.
Znowu się z tym kryję.
To niebezpieczne mówić komuś w twarz co się teraz przeżywa...
Czuję się dosyć pusto, bez celu, mam milion pytań do samej siebie na które nie potrafię odpowiedzieć...
Mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. Uciec. Pojechać nad morze, sama.
Tak, chcę pojechać sama, do obcego miasta i zmierzyć się z samą sobą i ze swoimi myślami.
Nie wiem tylko czy się odważę...


Czuję, że wysycham.
Czuję, że wszystko idzie w złym kierunku.
Czuję, że nic nie mogę naprawić.
Czuję się troszeczkę niepotrzebna...

sobota, 15 lutego 2014

47. Lecę...

Tak wiele ostatnio się działo ! :0
Tyle uczuć, tyle myśli, tyle sytuacji !
Chciałam sporo razy coś napisać, przelać to wszystko by móc odetchnąć ale... No jakoś się na to nie zebrałam...
W każdym razie żyję. Jest całkiem dobrze.
Moja nadzieja znowu płonie i tym razem zrobię wszystko by nie zgasła...

Przez te kilka dni planuję zrobić sobie dłuższą przerwę od blogowania... Mam plany które chciałabym zrealizować, ferie które chciałabym wykorzystać i zdjęcia które chciałabym zrobić.
A najbardziej to w sumie marzę o szalonym wypadzie gdziekolwiek. Wsiąść w pociąg albo w PolskiBus i pojechać do kogoś, poznać nowe miasto, miasteczko, wieś... COKOLWIEK ! Chcę się po prostu wyrwać i zrobić mnóstwo zdjęć ! *3*
3majcie się :3

sobota, 25 stycznia 2014

46. Na dziś wystarczy.

Cholernie wszystko się wolno toczy.
Tak mi się przez tą zimę czas ciągnie, że bywają dni gdzie nie potrafię poradzić sobie ze wszystkim co mnie otacza.
Całe szczęście, że w szkole ostatnio trochę się dzieję, więc nie siedzę ze skrzyżowanymi rękoma narzekając na to, że jest nudno... bo nie jest ! ;D Mam dużo do roboty, trochę z tego powodu narzekam, ale... Ale to na mnie dobrze wpływa. Ciężka praca z umiarem motywuje mnie do działania i wtedy nie myślę o tym całym syfie...
Mogłabym się nieźle teraz rozpisać ale... Chyba nie chcę psuć sobie soboty.
Generalnie mogę tylko teraz powiedzieć, że nadal czekam aż cokolwiek się zmieni... Nie wiem kiedy ta "szkoła pokory" a raczej "pokory wobec losu" się skończy...

Chcę gdzieś wyjechać...
Może nad morze... ?
Tak, myślę, że morze to może być dobry pomysł.



Szkoda tylko, że jest tak zimno...


wtorek, 14 stycznia 2014

45. Czekanie boli

Generalnie czasami wygląda to tak, że mam ochotę podejść do tego człowieka, zamachnąć się z całej siły i pozwolić by gniew, stres i wszystko co negatywne zajęło się resztą...
Tak, wiem, to jest złe.
Ale przecież to co ona robi też jest złe !
Dlaczego nikt nie może przemówić jej do rozsądku ?! Jeszcze takiego człowieka w życiu nie spotkałam...
Nic nie mogę zrobić. Nie mam jak przed tym uciec ani jak ochronić przed tym innych...
Niby widzę to światełko na końcu tego ciemnego tunelu, ale... Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu, że nie wyjdę z tego obskurnego miejsca...
Oczywiście, nie mogę się poddać ! W głębi serca wiem, że prędzej czy później się to zakończy.
Problem jednak tkwi w tym, że nie mogę dłużej czekać !
To nie jest tak, że nie jestem cierpliwa... Myślę, że 5 letnie czekać które nadal trwa świadczy o dużej cierpliwości. Jednak ostatnio tego wszystkiego jest po prostu za wiele. Gdy jest ciepło przynajmniej mogę gdzieś dalej się wyrwać, a teraz ? Jestem skazana na przeżywanie codziennie tego samego.
Ktoś czytając to co piszę może wyobrazić sobie rożne sytuacje. Mniej, lub bardziej przybliżone do tego co mnie otacza.. Bardziej lub mniej przerażające wersje... Prawda jednak jest taka, że to wszystko wpływa na mnie, na to jak się zachowuję wobec siebie i wobec innych, na cały mój światopogląd i na moje opinie na temat innych ludzi...
Pogubiłam się w tym nieźle ! Już tyle razy wspominałam, że nie radzę sobie sama ze sobą, że zaczęłam myśleć, że tak będzie na stałe... Pocieszają mnie jednak najbliżsi, że muszę się po prostu wyciszyć, odpocząć...
Cóż, mają rację i chętnie bym to zrobiła, ale w tych warunkach po prostu się nie da...
Nie wiem ile to jeszcze potrwa. Czekanie mnie boli i wiem, że nie tylko mnie...
Czasami się zastanawiam dlaczego moje życie nie wygląda tak jak życie tych wszystkich moich znajomych... Duży, piękny dom, ładne ubrania, super oceny, podróże do Kuby...
Tja, materialistka ze mnie... Cieszy mnie jednak fakt, że mam najlepszych przyjaciół pod słońcem, najlepszego chłopaka na świecie i najwspanialszych rodziców i siostrę w całej galaktyce.
Jednak czasami gdy człowiek znajduje się w ciężkiej sytuacji i za wszelką cenę chcę coś osiągnąć, coś co cholernie mu brakuje, to... Zapomina o tym, co się naprawdę liczy. Przestaje myśleć racjonalnie, zaczyna mu odbijać, wyolbrzymiać, przesadzać...
Tak, mówię o sobie.
Męczy mnie, że jedyne co mogę zrobić to czekać. W żaden sposób nie przyśpieszę niczego...
Boję się, że im dłużej będę stała bezczynnie, tym będzie ze mną gorzej. Wreszcie przyjdzie taki dzień gdzie osoba na której mi zależy odejdzie. Odejdzie bo stwierdzi, że nie może już sobie ze mną poradzić...



niedziela, 12 stycznia 2014

43.

Wszystko jest cholernie dziwne.
Wiedziałam że ostatnio jakoś sobie zbytnio z własnymi myślami nie radzę ale gdy już jednak zaczęłam z tym wszystkim walczyć i się temu nie poddawać, mój mózg znalazł sobie inny sposób na wyciągnięcie ze mnie wszystkich sił i łez. Nazywa się to "Wpadaj w histerię z błahych powodów lub nawet bez powodów"
Chore.
Przez to wszystko dopadła mnie nawet lekka gorączka...
Cieszę się jednak, że mam przy sobie przyjaciół którzy nawet w takich sytuacjach są w stanie łzy smutku zamienić w łzy szczęścia :3
Z drugiej jednak strony nadal stoję w miejscu... Miałam sporo rzeczy do zrobienia w ten weekend... Nie zrobiłam nic.
Eh.
Chcę żeby zaczęło świecić słońce
Chcę się wyprowadzić
Chcę żeby było ciepło
:(


poniedziałek, 6 stycznia 2014

42. Coś się chyba powoli zaczyna dziać :o

Minął długi weekend i w sumie spędziłam go tak jak chciałam go spędzić. Odpoczęłam.
Trochę oderwałam się od wszystkich...
Dwa długie dni zostałam w domu z tatą i siostrą.
Czegoś takiego bardzo potrzebowałam.
Jednak szkoda, że tylko ostatni dzień wolnego przeznaczyłam na naukę... -_-
Tak, matma. Generalnie prawie nic nie rozumiem i nie ukrywam, że jestem lekko przerażona tym jak sobie z tym przedmiotem poradzę w przyszłości... Niby biorę korki i niby mi pomagają, ale cóż... Wiecie jak to jest -_-
Po dłuższym robieniu zadań z matmy i po powtórce do kartkówki z hiszpańskiego, już nie wytrzymałam i wzięłam się za książkę - "Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map."
Świetna książka ! <3 Tyle wyjaśnia ! To jest niesamowite jak wiele rzeczy mi uświadomiła ! :o
Odkąd czytam tą książkę łatwiej jest mi zrozumieć czyjeś a nawet własne zachowania.
Żałuję, że tak bardzo ciągnie mi się lektura tej książki, ale postanowiłam, że wezmę się w garść i skończę ją najprędzej jak się tylko da. Dlaczego ? Bo czeka na mnie następna książka tych samych autorów - Mowa ciała <3

Kilka dni temu, gdy spędzałam właśnie te jedne z moich najspokojniejszych i najnudniejszych dni w tym nowym roku, stało się coś bardzo, bardzo dziwnego... Nie chce na razie otwarcie mówić o co chodzi, w końcu jeszcze 3 tygodnie, ale... szykuje mi się mała sesja zdjęciowa. Za aparatem oczywiście będę ja.
To chyba mała a zarazem duża szansa dla mnie... Nadal jestem w szoku jak to się mogło stać, że ktoś taki jak ja zrobi zdjęcia takiej osobie jaką jest ona... <ale tajemniczo :D>
Brzmi to teraz dosyć banalnie ale... Chcę dać z siebie wszystko :3
(No tak, teraz nagadam, a potem to wszystko nie wypali i wyjdę na naiwnego głupka który za szybko się wszystkim jara :D :( )
Co dalej...? Chyba nie mam już siły. Gdy uczyłam się matmy miałam milion przemyśleń które chciałam przelać własnie tutaj, ale... Gdzieś to wszystko teraz zniknęło :I
Nie będę siedziała i pisała bez sensu...
Chcę zrobić sushi.
To kolejny punkt "rzeczy do zrobienia".
Szukam jakiegoś SPRAWDZONEGO normalnego, zrozumiałego przepisu
na jakieś najprostsze sushi :)
Znacie może jakiś ?

Idę.
Aby do piątku...
 

środa, 1 stycznia 2014

41.

Cholera !
Spędzić taki dzień w taki sposób !
Nie ukrywam tego, jestem zła, bardzo bardzo zła... Jest mi też przykro...
To był błąd. Wiem, że nikt się tego nie spodziewał, ale mam nauczkę...
"Nie ważne gdzie spędzasz Sylwestra, ale z kim"
Jestem w wielkim szoku... Ci wszyscy nawaleni w cztery dupy ludzie, którzy przespali nowy rok...
Te wszystkie szkody, ten cały syf, ten obsrany i obrzygany kibel i nielecąca woda, ktoś dostał w twarz, ktoś sobie coś zrobił.... POWAŻNIE ?!
Każdy po przyprowadzał swoich znajomych i w pewnym momencie było z 60 osób... No tak, ja też byłam znajomym znajomego, ale bez przesady !
Wyobrażałam sobie to całkiem inaczej... Myślałam, że będę tańczyć CAŁĄ noc, że poznam nowych ludzi, że to będzie świetny początek świetnego roku...
Ale nie. Było całkowicie inaczej...
Dookoła kręciły się osoby które nie mogły wytrzymać bez wódki, piwa... Zależało im tylko na tym żeby się nawalić...
Cholera, chciałam wrócić ! Mogłyśmy przecież wrócić ! Ale nie... wymówki, które w tamtym momencie wydawały mi się w miarę w porządku sprawiły że przestała się upierać by wrócić, ale teraz jak sobie to wszystko przypominam to... Mogłyśmy wrócić ! Mogłam się uprzeć... To już druga taka sytuacja... Następnym razem uprę się bardziej, nawet jeśli wyjdzie na to, że będę musiała wrócić sama... -_-
Tak, jestem zła ! Ale nie na kogoś konkretnego... Po prostu, jestem zła, że tak wyszło... To niczyja wina, zdarza się :(
Być może taki zły początek miało oznaczać, że gorzej być już nie może i że reszta roku może być tylko lepsza ;D
Eh...
No nic, muszę się wziąć w garść. Muszę przestać zastanawiać się nad rzeczami które i tak już nie zmienię...
Co chcę zrobić w tym nowym roku ?
Chcę nauczyć się robić szpagat
Chcę wreszcie przestać TYLKO planować... Chcę w końcu te moja plany REALIZOWAĆ !
To są jak na razie najważniejsze sprawy...
Na razie muszę uciekać.
Pójdę na chwilę spotkać się z przyjaciółmi i omówimy na spokojnie wszystko co nas w nocy spotkało...
A potem zamierzam wybrać się do kościoła... Tak, do kościoła.
Ostatnio jakoś moja więź z Bogiem nieźle się poplątała... Zaniedbałam to wszystko i uwierzcie, źle i pusto się z tym czuję...
Zresztą tam się wyciszam, mogę sobie przemyśleć kilka ważnych spraw...

Tęsknię za P.
Chcę żeby już wrócił.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze to być może
ferie przeznaczymy tylko dla siebie...
Może gdzieś pojedziemy ?
Chciałabym bardzo ! Tylko gdzie ?
Nawet jeśli to byłaby jednodniowa wycieczka... Byle gdzieś gdzie jest ładnie, gdzieś za Warszawą...
  

sobota, 28 grudnia 2013

40. Wyszło słońce !

Jest lepiej.
Nie wiem ile to będzie trwało...
Ale jak na razie się trzymam.
P. wyjechał...
Tak bardzo chciałam spędzić nasze pierwsze sylwestra razem !
Ale nic nie poradzę... Przecież mogłam jechać z nim, albo powiedzieć mu żeby został...
Czy ubolewam nad tym ? Nie
Nie mogłam się z nim zabrać z różnych powodów... A powiedzieć mu żeby został było by niesprawiedliwe i egoistyczne.
Zasługuje na ten wyjazd i wiem, że bardzo go chciał...
Wiem, że on się tam odnajduję...
Cieszę się jego szczęściem ^^
Będę cierpliwie (a przynajmniej będę się starać) czekała na jego powrót :3
Mogłabym teraz napisać, że jednak boję się, że po tym wszystkim wszystko wróci do normy. Szkoła i obowiązku znowu wszystko będą psuły, znowu będę błądzić...
Ale nie dzisiaj. Dzisiaj świeci słońce, więc jestem w stanie powiedzieć, że jestem gotowa na wszystko.
Znalazłam trochę energii i jadąc dzisiaj tramwajem ogrzewało mnie słoneczko. Tak bardzo mi tego brakowało ! I wiecie co ? Zaczęłam myśleć nad swoimi marzeniami, pomysłami, postanowieniami, że być może się troszeczkę zaangażuję i zacznę je spełniać już od nowego roku ?
Trochę tych pomysłów mam...
 

czwartek, 26 grudnia 2013

39. wariat

Już sobie nie radzę...
To nie jest zwykłe gadanie...
Ja już sobie sama ze sobą naprawdę nie radzę...
Ta pogoda, to co się dzieje do o koła i te posrane myśli... Nie potrafię się ich pozbyć...
Nie potrafię się niczym cieszyć... Coraz bardziej to wszystko niszczy mnie od środka... W sumie to... Niszczę samą siebie i pomimo, że zdaję sobie z tego sprawę, nie umiem przestać.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie powinnam wychodzić do ludzi bo momentalnie wszystko psuję.
Nie powinnam wychodzić z łóżka, nie powinnam nic robić...
Ogarnęła mnie jakaś chora obsesja, boję się jej niesamowicie... Nie umiem jej zatrzymać !
Pierwszy raz od tak dawna boję się samej siebie...
Alguna vez pensaste en hacerte algo para llamar la atencion de alguien ? 
I co teraz ? Co nie zrobię wyjdę na wariata... KURWA
Mam ochotę wszystko odwołać, powiedzieć, że nie mogę.
Dlaczego ? Bo wstydzę się samej siebie, wstydzę się tego co powiedziałam, tych wszystkich chorych myśli...
Tego, że chyba za bardzo kogoś pokochałam, tak bardzo, że to zaczęło wyglądać czasami dosyć przerażająco, tego, że nie umiem żyć chwilą, że za bardzo się nad wszystkim zastanawiam...
Mój Boże...
Jestem wariatem który nie daje żyć innym...
Powinnam się na jakiś czas oddalić od wszystkich żeby mogli ode mnie odpocząć...
Boję się że znowu wszystko zepsuję...

piątek, 20 grudnia 2013

38. Jakoś.

Nie wiem...
Jest dobrze. W szkole jest dobrze.
Na pewno lepiej niż wcześniej.
Chyba zaczynam się integrować z moją nową klasą, chyba zaczynam się do nich przyzwyczajać...
To nie zmienia jednak faktu, że moja poprzednia klasa z gimnazjum była najlepsza pod słońcem... Tak bardzo za nimi tęsknię :(
Czasami jest mi źle, że nie mam nikogo bliskiego przy sobie gdy trwa przerwa...
Niby są osoby z którymi się dogaduję, ale... To nie to samo.
Ale dobra, ważne, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Wigilia niesamowicie dobrze się udała :)
Prezenty już wszystkie kupiłam :)
Ale muszę powiedzieć, że ta zima niesamowicie mnie niszczy...
Czasami odnoszę wrażenie, że nie radzę sobie ze swoimi uczuciami, myślami... Że czasami wyolbrzymiam.
Początek tygodnia jakoś znoszę, ale potem ?
Nie wiem... jestem zła.
Oczywiście z jednej strony na siebie, bo niby skąd mam wiedzieć czy moja złość jest słuszna ? Może znowu wyolbrzymiam.... Może znowu wszystko psuję swoimi "humorkami" ? Z drugiej jednak strony czasami przydałoby się żeby ktoś postarał się postawić na moim miejscu... Może wtedy mógłby zrozumieć to co czuję... Cholera ! ja nawet nie wiem jak mam to ująć w słowa... Ja nawet nie wiem czy powinnam tak się zachowywać...
Boję się że wszystko zepsuję...
Że moje zachowanie zniechęci...
Dlatego tak się z tym kryję :(
Ale zachowywanie dla siebie takich rzeczy to nie w moim stylu... To niszczy od środka.
Chyba za dużo wymagam... Od siebie i od innych...


Dawno mnie tu nie było...
Ale ulżyło mi...
Chociaż troszeczkę.
Zobaczymy jak to wszystko potoczy się dalej...

wtorek, 12 listopada 2013

37. Jeszcze tylko trochę więcej siły...

I znów siedzę przed klawiaturą i zastanawiam się jak to wszystko ująć w słowa...
Znów ogarnia mnie bezradność, ta sama co zawsze gdy nie wiem jak ma to wszystko odebrać...
Czy tak to wszystko powinno wyglądać ?
Czuję się źle... Gdzie nie pójdę, czuję się źle. A nawet jeśli jakimś cudem uda mi się przez chwile o tym wszystkim zapomnieć, po chwili znajduję się szybko nowa sytuacja która kopie mnie prosto w mój żołądek i w taki o to właśnie sposób ciągle leżę zwijając się z bólu, tonąć w łzach bezradności, splątana myślami które sama nie rozumiem, gubiąc się we własnym świecie...
Dlaczego tak to wszystko wygląda ? Wystarczy, że przekroczę progi domu i momentalnie lecą mi łzy...
Nie ważne, że dzień naprawdę był udany, nie ważne, że spotkały mnie dzisiaj miłe rzeczy... To wszystko staje się nie ważne gdy przekraczam te cholerne drzwi...
Już nie wiem co robić... Modlić się o lepszą sytuację ? Czy może jednak o to bym potrafiła dostrzec plusy tego wszystkiego ?
Chwila...
Jakie znowu plusy ?!
Nie wiem.. może jestem ślepa ? Męczy mnie to wszystko a zarazem męczę wszystkich do o koła mnie...
Idę...
Wybieram się do teatru z P. :3
Jutro zebranie, nasza klasa organizuje kawiarenkę, a ja znowu stoję na czele w przygotowaniach.
"Pani przewodnicząca, jak tam przygotowania?"
Jutro zajęcia, potańczę, poszaleję... Zapomnę o tym całym syfie.
Ten tydzień szkolny trwa tylko 4 dni... I dobrze, szybciej przyjdzie piątek <3
Piątek.. To już będą 4 miesiące ! Jestem tak szczęśliwa, że mam go przy sobie :3
Na dodatek spotkam się z dziewczynami... pójdziemy do tej świetniej kawiarni...
Tak, to są rzeczy które trzymają mnie jeszcze przy życiu...


poniedziałek, 4 listopada 2013

36. Usycham...

Wiecie co ? nie jestem już sobą...

 Nie potrafię być sobą... mam za mało siły. Coraz częściej wracam do domu i kładę się spać, coraz częściej zostawiam wszystko na później, coraz częściej myślę pesymistycznie i nie jestem w stanie doprowadzić do skutku to co chciałabym bardzo zrobić...
"Oh, chcę tam pójść..." "Jej, może się tam wybierzemy ?" "Chodźmy tam!" "Zaoszczędzę na..." "Kupię sobie..." "Zrobię..." "Ugotuję..." "Odezwę się do..." "Spotkam się z..." "A może namaluję..."
I gówno z tego wszystkiego wychodzi...
Boli mnie głowa...
Tak bardzo chciałabym zatrzymać czas ! Ja już naprawdę ledwo się trzymam...
Ale nie, nie myślcie sobie, ze to z powodu nadmiaru obowiązków, prac domowych i nauki...
Szczerze mówiąc nie wiem czym jest to spowodowane...  Zdecydowanie za szybko robi się ciemno, brakuje mi słońca, brakuje mi dziewczyn i P.
Wiem, ze mam ich blisko siebie, ale... cholera, nie wiem  -_-
Przesadzam ?
Egoistka ze mnie...

Muszę iść...
Muszę iść i poszukać siły, znaleźć wenę, motywację !
CHCĘ ZACZĄĆ SPEŁNIAĆ SWOJE MARZENIA
nawet te najgłupsze...
Nawet te, które wypisałam sobie na końcu kalendarza...
Muszę skądś zdobyć pieniądze (cholera, ta głupie pieniądze... zawsze chodzi o pieniądze !) ale skąd ?
Muszę gdzieś znaleźć motywację, ale gdzie ?
Pomocy...

niedziela, 3 listopada 2013

35.

Coraz rzadziej tutaj zaglądam...
Nawet jak mam chwilę czasu to wolę się położyć i pójść spać...
Nie wiem nawet co napisać...
Że czasami jest bardzo źle, ale są dni podczas których zdaję sobie sprawę, że moje życie jest piękne.
Podjęłam ostatnio sporo decyzji, jedne były do dupy i inne może trochę bardziej trafne, ale dzisiaj stwierdziłam, że nie mogę ich tak po prostu oceniać. "Dopóki człowiek żyje, nie może pysznić się swoimi czynami, bo nie wie, jakie wynikną z nich skutki." - Sofokles
Wracając jednak do codzienności to... Jest całkiem dobrze, ale brakuje mi moich bliskich osób. Każdy z nas jest mocno zapracowany, bardzo zmęczony, nie ma czasu...
Wiecie o czym marzę ? Żeby wyjechać z nimi wszystkimi w góry.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo bardzo bym chciała... na 3-4 dni ? Tak, to byłby niesamowity wyjazd...
Chciałabym też pojechać w te ferie zimowe do Madrytu... Tak bardzo chciałabym zobaczyć starych znajomych, przejść się ponownie po ulicach, które kiedyś znałam tak dobrze jak własną kieszeń, zwiedzić miejsca, które tam kojarzą mi się z moim dzieciństwem... Tak bardzo bym chciała !
A jak na razie... nie wiem w jakim kierunku zmierzam, trochę błądzę, zatrzymuję się, zmieniam ciągle kierunek i jakoś nie mogę się zdecydować nad niczym...
Muszę odpocząć... Najlepiej gdzieś daleko, gdzieś gdzie jest pięknie i spokojnie...

wtorek, 15 października 2013

34. Prefiero no decir nada...

Jestem słabym człowiekiem...

Od jakiegoś czasu staram się być dobra dla innych, staram się chować moją złość, próbuję być miła,  próbuję okazywać moją sympatię najlepiej jak potrafię, chcę pomagać innym, chcę im pokazywać, że zależy mi na nich... Że nie obchodzą mnie ich wady, że to co mówią i robią mnie nie boli...
Nie wychodzi mi...
Naprawdę się staram !
Zawsze byłam bezpośrednim człowiekiem, gdy coś mi nie pasowało głośno mówiłam jaki jest problem, nawet jeśli nie miałam racji, wtedy wychodziłam na idiotkę (to nie nowość), ale... Kurcze, ostatnio stwierdziłam, że w sumie każdy z nas popełnia błędy, że niekoniecznie zawsze trzeba wszystko wytykać, że lepiej czasami spojrzeć na różne sprawy przez palce... Robiłam tak. Starałam się...
I już nie mogę wytrzymać...
Klęczę na podłodze i płaczę.
Płaczę, bo nie wiem co mam robić.
Wszystkie moje starania nie przynoszą żadnych owoców, boję się.
Boję się jeszcze bardziej, bo czuję się sama.
Moje starania wcale nie kierowały się wyłącznie do tych wszystkich nowych otaczających mnie osób...
Ale też i do tych bliższych...
Tutaj jednak jest inaczej...
Boli mnie to bo czuję się trochę niepotrzebna i lekko zapomniana.
Boli mnie to bo czuję, że zbytnio się narzucam... A ja nie potrafię tego kontrolować..
Jestem pieprzoną egoistką bo chcę troszeczkę więcej uwagi...
Ale siedzę cicho, będę się uśmiechać i czekać.
Być może to przejściowe. Być może już jutro będzie lepiej...
Nic nie powiem, mogę przecież to wszystko jeszcze bardziej pogorszyć...
Nie wiem tylko jak długo wytrzymam... Gdy jednak nic się nie poprawi i wybuchnę, boję się, że znowu w zły sposób wszystko wytłumaczę, błędnie opiszę to co myślę, źle przekażę to co we mnie siedzi...
Znowu wyjdzie na to, że wyolbrzymiam, że przesadzam...
Znowu pomyślą, że to moja wina...
Może faktycznie znowu zawaliłam ?
Nie wiem.
Wiem tylko, że jestem do dupy. Że nie umiem się wziąć do roboty, że wymagam rzeczy niemożliwych a sama nic nie robię...
Znowu wariuję, znowu nikt mnie nie zrozumie, znowu wyjdę na idiotkę, która stwarza sobie tylko fikcyjne problemy... Nie wiem czy zamiast bezsensownych prób wytłumaczenia mi czegoś, czego i tak nie zrozumiem, usłyszę przyjazne "będzie dobrze". Tylko to jest mi potrzebne, żeby ktoś mi zapewnił, że będzie dobrze...

wtorek, 1 października 2013

33. Znowu się pogubiłam...

Naprawdę już nie wiem co się ze mną dzieje...
Najpierw znikam i przez dłuższy czas nic nie piszę.
Dlaczego ? Na początku naprawdę było źle, potem, nie wiem jak, wszystko zaczęło powoli się układać.
Chodzenie do szkoły stawało się rutyną, zaczęłam przyzwyczajać się do tego starego zrzędy, zaczęłam przyzwyczajać się do jego tekstów, starałam się to wszystko przekręcać w słaby żart, próbowałam jakoś nie ukazywać tego, że się boję, że się stresuję... Wychodziło mi. W pewnych momentach stwierdzałam nawet, że to całkiem ciekawa osoba, że może nie będzie aż tak źle...
Klasa okazałą się jak na razie naprawdę w porządku.
Do szkoły zaczęłam chodzić bez paniki w oczach, a ze szkoły wychodziłam z uśmiechem...
Coś się jednak ostatnio zmieniło.
Wiem, że to dopiero wtorek, ale ciągnie się to już od niedzieli...
Wszystko mnie denerwuje, wszystko sprawia, że chce mi się płakać, wszystko mi przeszkadza, ogarniają mnie jakieś czarne myśli, świadomość, że nie mogę z tego miejsca uciec jeszcze bardziej mnie przytłacza, strach powoli wraca...
Nie wiem jak z tym walczyć...




piątek, 13 września 2013

32. Skąd się bierze strach ?

Nawet nie wiem jak zacząć...
Najchętniej napisałabym "Dzień dobry, jest do dupy"  ale próbuję bronić się tym, że to tylko kolejny "zły dzień" i że nie powinnam tak dramatyzować, ale...
Boję się.
Znowu się boję.
Od rozpoczęcia roku szkolnego działo się naprawdę bardzo,bardzo dużo rzeczy.
Bywały dni gdzie spędzałam lekcje ze łzami w oczach i modliłam się aby jak najszybciej skończył się ten dzień.
Bywały chwilę gdzie zastanawiałam się jaki jest sens mojego "bycia", jaki jest sens w tym, że trafiłam do tej szkoły gdzie trafiłam, jaki jest sens w tym, że poszłam na ten hiszpański... Bywały dnie gdzie żałowałam mocno, że tak się stało. Dnie gdzie zastanawiałam się czy odnajdę swoje miejsce w tej klasie, a przede wszystkim dnie przepełnione lekcjami podczas którymi nie wiedziałam, czy mam się śmiać, płakać czy wybiec z sali z krzykiem, bo jak się okazało, mój wychowawca okazał się całkowicie inny niż wyobrażałam sobie "normalnego" wychowawcę... Dawno nie czułam się tak źle na jakiejkolwiek lekcji...
Pewnie sobie myślicie " O mój Boże, to dlaczego się nie przeniesiesz ?! Tam musi być strasznie !"
Otóż tam nie jest aż tak źle... Z drugiej strony mogę otwarcie powiedzieć, że powoli wkręcam się w ten cały wir, powoli zaczynam przyzwyczajać się do szkoły, do tłumu, do klasy, która w sumie okazała się całkiem szalona :) Tak, to mnie cieszy - Klasa jest okej.
Nauczyciele też są w porządku... Boję się jednak lekcji polskiego i 8 godzin tygodniowo które mam z wychowawcą...
Po prostu przykro mi się robi gdy patrzę na przyjaciółki, które poszły do innych szkół, które całkiem dobrze dogadują się ze swoją nową klasą, które mają wyjazd integracyjny, które spędzają świetnie przerwy, które mają jakiś kierunek w życiu... Tęsknię za nimi... Tak bardzo, że jak piszę słowo "tęsknię" to mimowolnie po moich policzkach spływają łzy...
Boję się, że zostanę sama. Że będzie im tak dobrze, że o mnie zapomną.
Jestem załamana.
Raz czuję, że będzie dobrze, że jakoś sobie to życie poukładam...
Niestety coraz częściej stwierdzam, że jestem słaba. Że moje marzenia, postanowienia i decyzje kończą się na głupim gadaniu. Że nie wiem co chcę robić w życiu. Że moja wiedza z j.polskiego wcale nie jest taka wysoka jak sądziłam. Że boję się matury. Że znowu boję się przyszłości.
Że coraz rzadziej znajduję czas dla dziewczyn i Pe. I to najgorzej na mnie wpływa...
Cierpię i oni też cierpią...
Nie wiem co mam robić... Chcę zacząć żyć, chcę zacząć korzystać z tych wszystkich lekcji, chcę mieć tak bardzo jakiś cel... Chcę być kimś !
A wiecie co jest najgorsze ? Że nie mam motywacji, chęci i siły...
Nie wiem jak to będzie.
Boję się bardzo...
Jestem w czarnej dupie...

sobota, 31 sierpnia 2013

31. Boję się, że mój błąd jest zbyt duży by go naprawić...

Okej, może dla niektórych to głupie, sama przecież gadam, że są ważniejsze rzeczy ale... ajksdfhjsakf ~! Boże ten człowiek zasiał we mnie jakąś głupią wątpliwość i teraz nic z tym nie mogę zrobić... Spojrzałam na plan dawnej klasy 0H... Jeszcze jakiś czas temu byłabym zachwycona, ale czy ja przypadkiem nie poszłam na łatwiznę? Mój Boże... "Znudzi Ci się" ? A jeśli to bardzo możliwe ? Czy mój własny, drugi ojczysty język może mi się znudzić ? Wiem, że nie mam co teraz się nad tym zastanawiać, ale boję się... Prawie wgl się nie wyspałam bo zastanawiałam się czy odnajdę tam swoje miejsce... A jeśli nie ? A jeśli będę musiała tam na siłę siedzieć cztery lata?... Boję się, że źle zrobiłam odchodząc z tej drugiej szkoły... Zróbcie coś z tym, błagam ! Przywróćcie mój dawny optymizm ! Gdzie on jest ?!
Cholera...Nie pocieszą mnie słowa "ludzie robią błędy, to normalne"... PF !
Boję się, że popełniłam taki błąd, którego już nie naprawię ! Błąd, który wpłynie na CAŁE moje życie...

piątek, 30 sierpnia 2013

30. Czasami gdy upadasz, zastanawiasz się czy jest sens aby się podnieść...

Jeszcze kilka dni temu powiedziałam P., że może i jestem słaba fizycznie, ale na pewno nie psychicznie...
Dzisiaj mocno odczułam to, że chyba trochę się myliłam...
Tak, w ostatniej chwili dostałam się do szkoły na której bardzo mi kiedyś zależało.
Tak, kiedyś...
Jak jest teraz ? sama nie wiem...
W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że trafię tam gdzie dostałam się na początku, nawet zaczęło mi się to podobać !
I nagle BUM ! Wszystko co zacząłeś planować i sobie wyobrażać nagle przestaje mieć sens...
Okej, dobra, idę do lepszej szkoły, będę tam miała mój hiszpański, będzie dobrze...
Aż tu nagle pojawia się człowiek, który dosłownie i prosto z mostu wini Cię za to, że się tam dostałeś...
"Ciebie wgl nie powinno tutaj być...", "Jesteś tego pewna ?" 
Cholera, chciałabym tak bardzo się wyżalić, opisać tą całą chorą sytuację... Ale nie mogę, nie tutaj.
Przez całą rozmowę myślałam, że wybuchnę płaczem...
Ale nie było już powrotu... NIE TYM RAZEM !
Bałam się bardzo, ten facet tak strasznie mnie zniechęcił... Już od bardzo dawna nie czułam się tak jakbym była miedzy młotem a kowadłem... Nie aż w takim stopniu...
Jak patrzyłam na to, jak sekretarka z drugiej szkoły oddaje moje papiery i skreśla mnie z listy... Miałam ochotę zacząć krzyczeć i kazać jej przestać, powiedzieć, że to wszystko to jedna wielka pomyłka i wyjść...
A raczej wybiec...
Ale tak nie zrobiłam...
Jestem teraz tam, gdzie jestem... Być może tak powinno być ? Tak, myślę, że skoro tak się stało, to tak powinno być...
Ale nadal nie mam siły by z czystym sumieniem napisać, że dokopię temu człowiekowi, że udowodnię mu, że zasługuję na to miejsce ! że jeszcze mu pokarzę na co mnie stać!
No i tak właśnie jest, że z głowy zaczęły coraz bardziej wypływać takie pozytywne i pełne siły plany, niestety nic na to nie poradzę, że nadal się boję, że nadal jestem trochę zdruzgotana i rozdarta i przede wszystkim, że ogarniają mnie wątpliwości....
Ale nie ! kurwa mać do chuja pana! Muszę być silna, muszę pokazać P., że jestem silna. Może miałam dzisiaj chwilowe załamanie, ale muszę z tego wyjść ! Muszę ! W końcu, mam silną psychikę, prawda ? To, że jakiś stary dziad wygrał tą bitwę, to nie znaczy, że wojnę nie wygram ja !
Lalal, mam przy sobie dziewczyny, które mocno mnie wspierają no i P. <3
To chyba właśnie im zawdzięczam, że nadal potrafię myśleć pozytywnie i dostrzegam pewne plusy...
Jest dobrze, pomimo tego syfu, jest dobrze :)
Zaczęłam nawet robić listę "rzeczy do zrobienia w tym roku szkolnym, w święta i w wakacje" Już mam kilka rzeczy :3
Niektóre to drobnostki, mało znaczące czynności, inne to plany, które bardzo, ale to bardzo ciężko będzie doprowadzić je do skutku, a inne są szalone i niezwykłe :D



środa, 21 sierpnia 2013

29. Boże daj mi więcej takich chwil gdzie jestem w stanie dostrzec jakie mam piękne życie...

Jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem.
Ostatnio miałam problem z moimi marzeniami, a raczej z ich brakiem.
Teraz ? Zaczynam czuć, że powoli się tworzą.
Na razie są bardzo małe, dla niektórych być może mało znaczące, dla niektórych być może mało konkretne, ale wiecie co ? Są.
Oprócz tego, że chciałabym momentalnie po osiemnastce zrobić prawko, to jedno z moich małych marzeń jest mieć przytulne mieszkanie albo niezbyt duży dom z ładną altanką, chciałabym mieć komin a przed nim białe futerko. Może nie wiem kim chcę być w przyszłości, ale wiem, że moje marzenie jest aby ma praca sprawiała mi radość. Chciałabym też zapewnić moim rodzicom spokojną i radosną starość. Chcę im podziękować za wszystko co dla mnie zrobili, są dla mnie tacy ważni... Wiem, że bywam okropna, wredna, kłamliwa, egoistyczna, zapominalska... Jedno z moich malutkich marzeń jest po prostu uczyć się na błędach i z dnia na dzień stawać się lepszym człowiekiem. Mam jeszcze w zanadrzu różne bardziej szalone marzenia np. pojechać za granicę autostopem albo pojechać do dżungli na ekspedycję :D
Moje marzenie jest być dobrą córką, przyjaciółką, dziewczyną, być może kiedyś żoną i matką, a potem babcią. Chcę być dobrym człowiekiem, który wie jak postępować, jak przepraszać, jak wybaczać, jak kochać.
Nie wiem dlaczego ale jestem bardzo dziwna.
Przez pół dnia potrafię zastanawiać się nad sensem mojego życia, mojego bycia i postępowania.
Przez pół dnia potrafię nie doceniać tego co mam.
Przez pół dnia potrafię być najzgorzkniałym człowiekiem na ziemi.
A potem BUM, dociera do mnie milion rzeczy.
Dociera do mnie, że mam wszystko co człowiek by chciał. Nic mi nie brakuję. Czasami jedynie chęci na to, by to wszystko dostrzec...
O wiecie w sumie jakie jest dla mnie najważniejsze marzenie ? By to wszystko po prostu najzwyczajniej na świecie nie spieprzyć.
Dziękuję dobranoc, życie jest piękne.


wtorek, 20 sierpnia 2013

28. Wszystko takie kruche...

Chcę mi się płakać.
Czasami się zastanawiam jaka jestem... Silnym czy raczej słabym człowiekiem ?
Teraz czuję się okropnie. Nie wiem czy to pogoda, czy może różne małe sytuacje bardzo mi się skumulowały i teraz wybuchły...
Od dziś stwierdzam, że muszę uważniej poznawać ludzi, muszę uważniej dobierać sobie bliskich znajomych... Muszę przede wszystkim wiedzieć kim dla nich jestem... To nie ma sensu gdy kogoś uważa się, za dobrego kumpla a ta osoba nie docenia w pewien sposób to wszystko...
Przyznam się, zdarzyło mi się kilka razy być właśnie tą osobą, która zaniedbywała znajomość, dlatego wiem, że człowieka do przyjaźni nie można zmusić...
Boli mnie jednak to.
Ale innych też musiało boleć gdy ja psułam naszą przyjaźń...
Nic nie poradzę, ludzie się zmieniają i wtedy ta zmiana niekoniecznie musi nam się podobać...
Może ja też się zmieniłam i komuś to nie pasuje ?
Nie, wątpię... Ja po prostu zbyt poważnie traktowałam tą znajomość.
Czas się z tym pogodzić.
Mam dookoła siebie jeszcze bardziej wartościowych ludzi, dla których jestem wszystkim, dla których wskoczyłabym w ogień...
Ale nadal jest mi przykro...
Co jeszcze ? Już jak jesteśmy przy użalaniu się nad sobą i narzekaniu, to chciałam tylko dodać, że nie mam marzeń...
Gdzie są moje marzenia ? Legły w gruzach... Nie wiem co chcę robić za kilka lat, nie mam konkretnych zainteresowań, nie mam konkretnych planów...
Nie umiem się przygotować do nadchodzącej przyszłości...
Boję się.

.