sobota, 6 kwietnia 2013

09. Patrzę i przed sobą widzę pustkę.



Siedzę, sama.
Przede mną widnieje talerz  z prawie dokończonym makaronem z sosem pomidorowym i serem parmezańskim.
Jem go powoli. Jest już zimny. To dla mnie nie nowość, zawsze jem bardzo wolno.
Jestem najedzona, ale ślimaczym tempem dokańczam mój obiad. Nie mogę pozwolić na to, by tak dobry sos się zmarnował.
Chciałabym przytyć, wiecie ?
Ale nie umiem.
Chciałabym się trochę zmienić.
Zawsze się na mnie krzywo patrzą, kiedy tak mówię.
Ale myślę, że w głębi duszy, każdy z nas chciałby w sobie coś odmienić.

Co za dziwaczny dzień. Wczoraj wieczorem byłam przekonana, że wstanę, ogarnę się i zrobię coś pożytecznego.
Nie zrobiłam nic.
Siedziałam do 14 w piżamie zastanawiają się jak wziąć się do roboty.
Teraz ? Teraz jest po 17, a o tej godzinie mój zapał do czegokolwiek całkowicie znika.
Mogłabym się pouczyć, poczytać książkę, porysować, zrobić lekcje, posprzątać, upiec ciasto, albo spotkać się z kimś.
Ale nie chcę mi się.
Zauważyłam, że ostatnio bardzo ograniczam to co robię.
Do wszystkiego mam jakąś durną wymówkę by się od tego odciągnąć.
Na wszystkiego nie znajduję czas.
Gdy tak o tym piszę, zdaję sobie sprawę, że bardzo się zmieniłam pod tym względem.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje... Zamiast wyjść, odnowić stare, dobre kontakty, zamiast wyjść i spędzić miło dzień, to ja wolę zostać w domu. Patrzeć się ślepo przez okno i czekać aż coś ciekawego się stanie.
Jak ma stać się coś ciekawego, skoro nie potrafię ruszyć dupą ?!
Może to przez pogodę ?
Cholera, znowu zwalam na kogoś winę.
Popatrzmy prawdzie w oczy. To ja zwaliłam sprawę. To ja tracę kontakt z ludźmi, którzy są dla mnie ważni, to ja marnuję czas na głupoty zamiast wziąć się za prawdziwą robotę albo za prawdziwą rozrywkę, to ja nie potrafię walczyć o kogoś, to ja nie potrafię pokazać komuś co kłębi się w moim sercu. To ja kłamię, naginam i sprawiam wrażenie, że wszystko jest idealnie. Nie jest.
Czuję, że marnuję swoje życie.
A wicie co jest najgorsze ? Że patrzę na to z daleka i nic z tym nie robię.


Zostało mi dokładnie 6 zakręconych makaronów.
Poddaję się.
Wzięłam się za wino.

7 komentarzy:

  1. Czasami sa takie chwile,że trzeba cos w sobie zmienić

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy chce coś w sobie zmienić,nie ma że nie.
    też ostatnio nic pożytecznego mi się nie chce, nawet nie chce mi się z nikim spotykać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem tak po prostu jest, że nic się nie chce, że nie ma się na nic ochoty. Obserwuję. http://przestrzenni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo, jest tyle rzeczy, które chciałabym w sobie zmienić i pewnie jak większość ludzi... A co do wychodzenia z domu i praktycznie nie robieniu nic, to teraz mam identycznie. Ale trzeba spiąć dupska bo nie robiąc nic i czekając na cud nic większego nie osiągniemy, a tym bardziej jakiejkolwiek zmiany.
    Także trzeba się ogarnąć pomimo wszystko i żyć pełnią życia, tak jak chcemy!<3

    OdpowiedzUsuń
  5. a dziękuje, dziękuje.

    trochę luźniej się u mnie w autobusie zrobi jak maturzyści zakończą swój rok - czyli już niebawem.

    OdpowiedzUsuń
  6. I tak ma być! Dzięki takiej pogodzie to aż chcę się wyjść z domu:3
    A co do piosenki, to w końcu trzeba było zmienić :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za radę:) Chyba wykorzystam, dzięki jeszcze raz c:

    OdpowiedzUsuń